Tak naprawdę nikomu jeszcze o tym nie opowiadała.Był to dla niej temat tabu.Weszli do domu Lucyny.Ona zrobiła herbatę i z mieszanymi uczuciami spuściła wzrok.Sama nie wiedziała czy robi dobrze ale skoro już się zdecydowała to chciała to dokończyć.Usiedli na kanapie.:
-Zanim tutaj przyszedłeś pracowaliśmy z Markiem..On był..świetnym przyjacielem.Jedyny w swoim rodzaju.-zaczęła nadal mając wzrok utkwiony w ziemi.Jednak na samą myśl wspomnienia Marka na jej twarzy pojawiał się lekki uśmiech:
-Marek był kimś więcej,prawda?-zapytał Orlicz patrząc Lucynie w oczy.
-Nie wiem i chyba już się tego nigdy nie dowiem.-stwierdziła i znów wróciła do wspomnień :
.-Pamiętam dokładnie moment gdy przyszłam tu na komendę.Marek i Rysiek już byli zespołem a ja...dopiero miałam się wdrążyć.Bałam się bo myślałam że Bromski to jakiś straszny dupek i tego przekonania wcale nie zmieniło pierwsze spotkanie.Marek dogryzał mi od samego początku.Nie rozumiałam tego i nawet rozważałam odejście z komendy.Jednak wtedy odbyliśmy z Markiem pierwszą poważą rozmowę.On zrozumiał mnie mimo że nie powiedziałam mu całej prawdy o sobie.Zupełnie tak jak ty...-dodała patrząc w oczy przyjaciela.On uśmiechnął się delikatnie.Kontynuowała- a ja...wtedy byłam po przejściach bo...-po policzku Lucyny spłynęła łza.Gdy tylko przypomniała sobie swoje niemiłe doświadczenia,swój lęk.
-Spokojnie.-Powiedział Michał lekko przytulając przyjaciółkę.Ten gest dał jej siłę by mówić dalej.
-Kiedyś miałam męża i on był najgorszym doświadczeniem w moim życiu aż do teraz.Marek zginął w dzień gdy mieliśmy porozmawiać.Miałam mu opowiedzieć o swojej przeszłości i...nie zdążyłam.-mruknęła Lucyna.Jej oczy znów zalały się łzami.:
-Nie chcę by drogi raz było za późno.-stwierdziła podnosząc ciężkie powieki.-Adama poznałam na studiach.Byłam młoda.Wydawał się taki idealny.Zbyt idealny...Już na początku nalegał żebym z nim wyjechała ale ja nie chciałam.Moi rodzice od początku byli przeciwni temu związkowi.Ja na przekór im postanowiłam wziąć szybki ślub z Adamem.Nie był szczęśliwy ale zgodził się.Wiedział że po ślubie zgodzę się na wyjazd z nim.-mówiła łamiącym się głosem Lucyna a Michał słuchał jej historii z zapartym tchem.-I wyjechaliśmy...Nie był ideałem..Zatrzymał się na kompletnym odludziu i pokazał swoją prawdziwą twarz.Zamknęli mnie w ciemnej szopie razem z dwiema innymi dziewczynami.-nagle łzy wzięły górę nad wszystkim nie mogła już mówić.
-Ciii...Spokojnie.Jeśli nie chcesz nie musisz mówić dalej.-mruknął Orlicz tym razem mocniej przytulając przyjaciółkę.
-Muszę.-stwierdziła Lucyna i zaczęła mówić dalej.-Siedziałam tam dwa tygodnie.Okazało się że chcieli nas porwać do domu publicznego w Niemczech.Gdy tylko,któraś z nas próbowała się uwolnić byłyśmy bite.Ola,studentka medycyny...Zmarła..przy nas.To było straszne...gdyby nie policjant,który tam się pojawił..-Lucyna wtuliła się w Michała i pozwoliła płynąć łzom.
-Nie bój się,nikt już cię nie skrzywdzi.Nie pozwolę na to.-Wyszeptał jej do ucha Michał.
-Dziękuję.Za wszystko...-powiedziała Lucyna nie odrywając się od przyjaciela.
-Nie ma za co..Wszyscy mamy swoją przeszłość.-stwierdził Orlicz.
.-Tak bardzo chciałam to powiedzieć Markowi i gdyby nie ta Ewa to...-syknęła Lucyna pełna złości.
-Musiał być dobrym przyjacielem ratując życie komuś innemu tak jest się w stanie postąpić tylko wtedy gdy ma się dobre serce.-próbował podnieść na duchu Lucynę ale tak naprawdę sam zebrał się na odwagę by wyznać prawdę o sobie:
-We Wrocławiu straciłem przyjaciela...-zaczął przygnębiony.Lucyna spojrzała na niego zaskoczona-Pewien bandzior postrzelił mnie w rękę i próbował mnie dobić.Mój pies zginął właśnie ratując mi życie.Był jedynym przyjacielem jakiego miałem i...musiałem odejść.Może i pies to dla niektórych nic w porównaniu do człowieka ale ludzie zawodzą a pies nigdy.-Powiedział swoją krótką ale treściwą historię Michał.Lucyna nie powiedziała nic.Ciągle patrzyła głęboko w oczy Michała.Ufała mu.Chyba po raz pierwszy od tego nieszczęsnego małżeństwa ona komuś ufała.Jej serce biło mocniej a myśli podpowiadały tylko jedno:"teraz albo nigdy!". Nie wiele więc myśląc pocałowała Michała w usta.Ten odwzajemnił pocałunek.Dali się ponieść emocjom.Całowali się namiętnie.Lucyna zaczęła zdejmować bluzkę Orlicza on odpinał jej guzik od spodni gdy nagle ich namiętną scenę przerwał dzwonek do drzwi.Michał chciał to zignorować ale nie Lucyna:
-Muszę otworzyć-powiedziała i szybko ubrała się ,poszła otworzyć po drodze poprawiając jeszcze włosy.W drzwiach zobaczyła jednak postać,której się nie spodziewała się nawet w snach...
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Przeprosiny!
Witam,dawno mnie nie było...Na początku chciałam bardzo przeprosić wszystkich,którzy czytali mojego bloga za to że nie było mnie tak długo..Niestety brakowało mi czasu ale też i weny.Za pewne ze względu na panujące na początku miesiąca upały.Przykro mi ale nie jestem w stanie powiedzieć ile jeszcze rozdziałów się pojawi i jak często będą się pojawiać.Na razie jednak nie likwiduję bloga i mam nadzieję że znajdę czasem chwilkę by coś napisać(oczywiście jeżeli ktoś będzie w ogóle chciał to czytać). Kiedy zacznie się rok szkolny to wszystko się okaże. Jeżeli zadecyduję o zakończeniu pisania na pewno postaram się jakoś zakończyć historię naszego czworonożnego detektywa i jego przyjaciół.Dziś jeszcze postaram się napisać kolejny rozdział (jeśli ktokolwiek jest tym jeszcze zainteresowany)a później...to czas pokaże.Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia. :)
sobota, 1 sierpnia 2015
Rozdział 7:Kiedy przychodzi czas by odpocząć...
Po chwili do pomieszczenia wbiegli antyterroryści i tuż za nimi Rysiek.Napięcie powoli schodziło z Lucyny i Michała,którzy wciąż patrzyli na nieruchomy już teraz zegar pokazujący dokładnie 7 sekund!Puchała podszedł do przyjaciół w tym czasie antyterroryści wyprowadzili Kaczmarczyka bo tak właśnie nazywał się szaleniec:
-Tak się cieszę że nic ci nie jest...-westchnął z ulgą Rysiu przytulając Lucynę.
-Fakt było nieciekawie i gdyby nie Michał to...-Lucyna spojrzała na Orlicza z czułością.Chyba po raz pierwszy tak na niego spojrzała.Być może był to przypływ pewnego rodzaju wdzięczności ale gdy patrzyła na jego pokrwawione wargi po prostu czuła w sobie przypływ współczucia.
-gdyby nie Alex to nikomu z nas by się nie udało.Prawda brachu.-powiedział Orlicz poklepując psa po głowie.Duma rozpierała psie serce Alexa.
-to co was też uściskać?-zaśmiał się Rysiek i lekko wyciągnął rękę dotykając żeber Orlicza.Ten skrzywił się nieco bo poczuł ból.Prawdopodobnie złamane żebra dały o sobie znać.
-Chyba oberwałeś?-zainteresował się Rysiu
-nic takiego,nic mi nie jest.-odparł twardo Michał.
-Nic?Na pewno?Może jednak powinien cię zobaczyć lekarz?-zaczęła Lucyna niczym troskliwa żona.
-Daj spokój na prawdę jest ok.-bronił swego zdania Michał.
Nagle na miejsce przyjechał Leon i przerwał mały spór Policjantów.Przyjaciele zdziwili się widząc patologa w drzwiach.:
-Co ty tu robisz?-Spytał zdumiony Michał.
-Wy zdążyliście!A ja znów nie mam nic do roboty.-zażartował jak zawsze w swoim stylu Leon.
-Och Leon!Wybacz innym razem cię odwiedzę.-stwierdziła z uśmiechem Lucyna.
- Możesz mnie odwiedzić już dziś!-powiedział z pełną powagą Leon. Lucyna spojrzała z przerażeniem na Patologa- chciałem was zaprosić na przyjęcie.Konkretnie na parapetówkę.Przeprowadzam się do nowego domu i dziś wieczorem jeśli zechcecie zapraszam...Brzozowa 12-Oznajmił Leon.
-jeśli tam to Chętnie.-Powiedziała Lucyna.Po chwili swoje przybycie zadeklarowali także Michał z Alexem.
-A ty Rysiu?Żona puści cię spod pantofla?-znów ,żartował Leon.
-Uzgodnię to z Klaudusią...-odpowiedział wymijająco Ryszard.
Michał i Alex pojechali do domu.Michał wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze wstąpił do sklepu i kupił szampana.Niedługo później już byli z Alexem na miejscu. Pod domem spotkali się z Lucyną.Po chwili weszli do domu. Ciekawie urządzony przedpokój wprawił ich w osłupienie.Mieszkanie wcale nie wyglądało jak u Leona.Koronkowe serwetki i czerwone szafeczki.
-Leon?wszystko z tobą ok? - zapytał na przywitanie Michał.
-jak najbardziej. - stwierdził Berger.
-a to? - wskazał Orlicz na serwetki.
-Moja nowa pani uwielbia bawić się w strojenie domu. - wytłumaczył po chwili. - Ryśka nie ma?chyba nie przezywyciężył... - dochodzenie Leona przerwał dzwonek do drzwi .Poszedł otworzyć. Przed drzwiami stał Rysiek:
-Noo Rysiu zawsze w ciebie wierzyłem. - zaśmiał się Leon.
-prezent od klaudusi.. - z uśmiechem powiedział Ryszard i wszedł do domu.Przyjaciele przywitali się i rozpoczęli imprezę.Leon oficjalnie powitał przyjaciół w swoim nowym domu.Po imprezie około północy Lucyna postanowiła wracać do domu.Michał i Alex także.Jednak Rysiek nie był w stanie.Zbyt dużo wypił i zasnął na kanapie u Leona.:
-będzie pierwszym żywym facetem,z którym spędzę noc.-zaśmiał się Leon.
Lucyna i Michał wyszli niedługo później.Orlicz i Alex postanowili że odprowadzą Lucy do domu.:
-Drugi raz nie zostawię cię samej.-zadeklarował z troską Michał.
-dziękuję.-odparła Lucyna.Kiedy szli wśród nocy rozmawiali o różnych sprawach.Wiele z nich było błahych jednak w pewnym momencie być może pod wpływem krążącego w ich żyłach alkoholu Lucyna zebrała się na szczerość.:
-co byś zrobił gdybym powiedziała ci teraz coś bardzo,bardzo ważnego ale jednocześnie tak cholernie bolesnego że...-zaczęła patrząc w oczy Orliczowi.
-Jeśli tylko jesteś już w stanie o tym mówić to ja z wielką uwagą tego wysłucham.-odrzekł poważnie.
-Nie wiem czy jestem w stanie ale wiem że to dla mnie ważne żebyś wiedział...-powiedziała
-Tak się cieszę że nic ci nie jest...-westchnął z ulgą Rysiu przytulając Lucynę.
-Fakt było nieciekawie i gdyby nie Michał to...-Lucyna spojrzała na Orlicza z czułością.Chyba po raz pierwszy tak na niego spojrzała.Być może był to przypływ pewnego rodzaju wdzięczności ale gdy patrzyła na jego pokrwawione wargi po prostu czuła w sobie przypływ współczucia.
-gdyby nie Alex to nikomu z nas by się nie udało.Prawda brachu.-powiedział Orlicz poklepując psa po głowie.Duma rozpierała psie serce Alexa.
-to co was też uściskać?-zaśmiał się Rysiek i lekko wyciągnął rękę dotykając żeber Orlicza.Ten skrzywił się nieco bo poczuł ból.Prawdopodobnie złamane żebra dały o sobie znać.
-Chyba oberwałeś?-zainteresował się Rysiu
-nic takiego,nic mi nie jest.-odparł twardo Michał.
-Nic?Na pewno?Może jednak powinien cię zobaczyć lekarz?-zaczęła Lucyna niczym troskliwa żona.
-Daj spokój na prawdę jest ok.-bronił swego zdania Michał.
Nagle na miejsce przyjechał Leon i przerwał mały spór Policjantów.Przyjaciele zdziwili się widząc patologa w drzwiach.:
-Co ty tu robisz?-Spytał zdumiony Michał.
-Wy zdążyliście!A ja znów nie mam nic do roboty.-zażartował jak zawsze w swoim stylu Leon.
-Och Leon!Wybacz innym razem cię odwiedzę.-stwierdziła z uśmiechem Lucyna.
- Możesz mnie odwiedzić już dziś!-powiedział z pełną powagą Leon. Lucyna spojrzała z przerażeniem na Patologa- chciałem was zaprosić na przyjęcie.Konkretnie na parapetówkę.Przeprowadzam się do nowego domu i dziś wieczorem jeśli zechcecie zapraszam...Brzozowa 12-Oznajmił Leon.
-jeśli tam to Chętnie.-Powiedziała Lucyna.Po chwili swoje przybycie zadeklarowali także Michał z Alexem.
-A ty Rysiu?Żona puści cię spod pantofla?-znów ,żartował Leon.
-Uzgodnię to z Klaudusią...-odpowiedział wymijająco Ryszard.
Michał i Alex pojechali do domu.Michał wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze wstąpił do sklepu i kupił szampana.Niedługo później już byli z Alexem na miejscu. Pod domem spotkali się z Lucyną.Po chwili weszli do domu. Ciekawie urządzony przedpokój wprawił ich w osłupienie.Mieszkanie wcale nie wyglądało jak u Leona.Koronkowe serwetki i czerwone szafeczki.
-Leon?wszystko z tobą ok? - zapytał na przywitanie Michał.
-jak najbardziej. - stwierdził Berger.
-a to? - wskazał Orlicz na serwetki.
-Moja nowa pani uwielbia bawić się w strojenie domu. - wytłumaczył po chwili. - Ryśka nie ma?chyba nie przezywyciężył... - dochodzenie Leona przerwał dzwonek do drzwi .Poszedł otworzyć. Przed drzwiami stał Rysiek:
-Noo Rysiu zawsze w ciebie wierzyłem. - zaśmiał się Leon.
-prezent od klaudusi.. - z uśmiechem powiedział Ryszard i wszedł do domu.Przyjaciele przywitali się i rozpoczęli imprezę.Leon oficjalnie powitał przyjaciół w swoim nowym domu.Po imprezie około północy Lucyna postanowiła wracać do domu.Michał i Alex także.Jednak Rysiek nie był w stanie.Zbyt dużo wypił i zasnął na kanapie u Leona.:
-będzie pierwszym żywym facetem,z którym spędzę noc.-zaśmiał się Leon.
Lucyna i Michał wyszli niedługo później.Orlicz i Alex postanowili że odprowadzą Lucy do domu.:
-Drugi raz nie zostawię cię samej.-zadeklarował z troską Michał.
-dziękuję.-odparła Lucyna.Kiedy szli wśród nocy rozmawiali o różnych sprawach.Wiele z nich było błahych jednak w pewnym momencie być może pod wpływem krążącego w ich żyłach alkoholu Lucyna zebrała się na szczerość.:
-co byś zrobił gdybym powiedziała ci teraz coś bardzo,bardzo ważnego ale jednocześnie tak cholernie bolesnego że...-zaczęła patrząc w oczy Orliczowi.
-Jeśli tylko jesteś już w stanie o tym mówić to ja z wielką uwagą tego wysłucham.-odrzekł poważnie.
-Nie wiem czy jestem w stanie ale wiem że to dla mnie ważne żebyś wiedział...-powiedziała
Subskrybuj:
Posty (Atom)