Łączna liczba wyświetleń
środa, 23 grudnia 2015
Życzenia!
Z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałbym życzyć wszystkim moim czytelnikom zdrowia, szczęścia, spełnienia wszystkich marzeń i radości z każdego dnia. Oby te święta były dla was niezapomniane.Niech Mikołaj obdarzy was szczególnymi prezentami. Życzę wam jeszcze raz Wesołych Świąt!
Rozdział 10:Piąte koło u wozu...
Orlicz wziął kilka dni wolnych by odpocząć.Był mglisty poranek.Dopiero powoli wstawał dzień ale Michał tej nocy nie mógł spać.Przewracał się na łóżku z boku na bok aż w końcu gdy tylko na dworze zaczęło jaśnieć,wstał.Nie wiedział co właściwie mógłby zrobić.Dla Lucyny stał się wrogiem,Rysiek także jakby zapomniał o ich przyjaźni a wszystko przez jedną osobę Jacka!Co on właściwie miał w sobie że tak bardzo mu ufali i to bardziej niż jemu?To był wielki cios dla Michała szczególnie że Lucy naprawdę wiele dla niego znaczyła.Tak bardzo bał się ją stracić.Wiedział jednak że jest tylko jedno wyjście:Musi udowodnić że ma rację!Postanowił nie tracić czasu.Szybko wypił kawę i kiedy już chciał zająć się poszukiwaniem informacji na temat Jacka,zadzwonił telefon:
-Mamy zabójstwo w Parku przy Kwiatowej.-zakomunikował Rysiek.Michał zabrał Alexa i wyszedł z domu.Niestety,pech sprawił że samochód popsuł się.Nim Orlicz uporał się z samochodem było już za późno by jechać na miejsce zbrodni.Michał pojechał na komendę.Kiedy wszedł do biura zastał pewne zmiany.W pokoju Lucyny i Rysia pojawiło się trzecie biurko.Gdy wszedł w głąb zobaczył że siedzi za nim nie kto inny niż Jacek!Orlicz był zdezorientowany,po jego ciele przebiegł mroźny dreszcz.Postanowił jednak zachować pozory.:
-Cześć..?-powiedział z lekkim zawahaniem.
-Cześć dlaczego nie przyjechałeś do parku?-zapytał Ryś.
-Samochód mi nawalił...ja o czymś nie wiem?-powiedział wskazując na Jacka.-Z resztą nie ważne.-powiedział zdenerwowany Michał i wyszedł od razu kierując się do biura komendanta.Kiedy wszedł za biurkiem siedział komendant i czytał jakieś papiery:
-O co chodzi panie Orlicz?-powiedział podnosząc oczy.
-dlaczego nic nie wiem o tym że nasz zespół się powiększył?-spytał na powitanie.
-Przepraszam pana ale zupełnie o tym zapomniałem.-powiedział lekko zakłopotany komendant.
-Po co właściwie nam kolejna osoba?Doskonale radziliśmy sobie w czwórkę!-powiedział z wyrzutem Michał podchodząc bliżej biurka.Komendant wstał:
-A od kiedy pan,panie Orlicz decyduje o tym kogo mamy zatrudniać?-zirytował się przełożony.
-po prostu nie ufam temu człowiekowi,nie podoba mi się,jesteśmy zgranym zespołem a on...tu nie pasuje.
-mówi pan jak dziecko z przedszkola panie Orlicz.Pan Jacek Urbaniak to świetny policjant.Potrzebujemy takich ludzi po za tym nie mamy powodów by mu nie ufać i ma pan zaakceptować jego obecność zrozumiano?.-stwierdził wzburzony komendant.Michał bez słowa odwrócił się w stronę wyjścia.
-zrozumiano?!-powtórzył głośniej komendant.
-tak jest!-powiedział ze sztucznym uśmiechem Orlicz.Był tak zdenerwowany ,że nie wiedział co ze sobą zrobić.Wszedł do swojego biura na szczęście Jacek pojechał do świadków i nie musiał na niego patrzeć.Od razu zatelefonował do swego dawnego współpracownika,któremu zlecił sprawdzenie Jacka:
-I jak nasza sprawa?-powiedział ściszonym głosem.
-właśnie miałem do ciebie dzwonić.Właściwie to to nie jest rozmowa na telefon ale to grubsza sprawa i naprawdę nie radzę ci się w to pakować.-powiedział dość gruby głos.
-Mów co wiesz
-Jeśli chcesz coś wiedzieć to spotkaj się dzisiaj z "Fredem" tam gdzie zawsze i pamiętaj ja nie mam z tym nic wspólnego.-powiedział szybko i rozłączył się.Orlicz w tej chwili już wiedział że miał rację.Jacek na pewno nie był "czysty".Pytanie tylko:Co to za sprawa?Kiedy nadszedł wieczór Michał zostawił papiery i postanowił pojechać na umówione spotkanie wziął kurtkę i chciał wyjść nie zauważony jednak zatrzymała go Lucyna:
-gdzie idziesz?-spytała
-muszę...załatwić coś na mieście ale niedługo wrócę.-skłamał.
-o tej porze?
-tak.Umówiłem się z...Weterynarzem!Alex potrzebuje nowych leków na alergię.-ciągnął
-na pewno wszystko w porządku?-zapytała podejrzliwie podkomisarz.
-tak tylko muszę już lecieć.-powiedział Michał
a Alex?-zapytała Lucy ale Orlicz szybko wyszedł po drodze wpadł na Jacka.Urbaniak wszedł do biura:
a Alex?-zapytała Lucy ale Orlicz szybko wyszedł po drodze wpadł na Jacka.Urbaniak wszedł do biura:
-Dokąd on poszedł?spytał zdezorientowany.
-na spotkanie z weterynarzem.-wtrącił Rysiu który słyszał całą rozmowę.
-kłamie jak z nut...-skomentowała Lucy.Jacek zaczął coś podejrzewać.-Najpierw gdzieś telefonuje,później wychodzi.Coś tu nie gra..-gdybała Lucyna nie świadoma tego że Jacek właśnie łączy wszystkie fakty.
W tym czasie Orlicz właśnie wysiadł z Autobusu niedaleko miejsca spotkania z informatorem.Na ciemniej ulicy nie było nikogo.Gdzieniegdzie tylko świeciły lampy.Nagle Michał zauważył postać.To był "Fred":
-Co masz dla mnie?-spytał szybko Orlicz.
-Ten Jacek to grubsza sprawa.Oficjalnie jest czysty ale tylko jako Urbaniak.Zmienił...-nagle "Fred" urwał swą wypowiedź.Zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód,który potrącił "Freda".Orlicz,który stał obok niego lekko draśnięty przez samochód upadł na ziemię,uderzył głową o kamień i stracił przytomność.Zamaskowani Ludzie z czarnego samochodu wpakowali szybko "Freda" do samochodu i z piskiem opon odjechali zostawiając nieprzytomnego Orlicza...
W tym czasie Orlicz właśnie wysiadł z Autobusu niedaleko miejsca spotkania z informatorem.Na ciemniej ulicy nie było nikogo.Gdzieniegdzie tylko świeciły lampy.Nagle Michał zauważył postać.To był "Fred":
-Co masz dla mnie?-spytał szybko Orlicz.
-Ten Jacek to grubsza sprawa.Oficjalnie jest czysty ale tylko jako Urbaniak.Zmienił...-nagle "Fred" urwał swą wypowiedź.Zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód,który potrącił "Freda".Orlicz,który stał obok niego lekko draśnięty przez samochód upadł na ziemię,uderzył głową o kamień i stracił przytomność.Zamaskowani Ludzie z czarnego samochodu wpakowali szybko "Freda" do samochodu i z piskiem opon odjechali zostawiając nieprzytomnego Orlicza...
wtorek, 13 października 2015
Rozdział 9:Duchy przeszłości.
Jej oczom ukazał się Jacek.Lucyna nie mogła nic powiedzieć.W jej głowie natychmiast zaczęły przewijać się obrazy z przeszłości.Po chwili nic nie mówiąc przytuliła mężczyznę.Michał obserwował całą sytuację zza rogu.Nie wiedział kim jest tajemniczy przybysz ani dlaczego pojawił się właśnie teraz.Poczuł ukłucie zazdrości.:
-wszyscy myśleliśmy że ty...że nie żyjesz!-powiedziała odrywając się od mężczyzny.Dochodziła piąta gdy weszli do domu.W salonie Lucyna zapoznała ze sobą mężczyzn:
-Michał to jest Jacek.-powiedziała Lucyna wciąż załamującym się głosem.-a to Michał pracujemy razem.
-razem?A Marek?Rysiu?
-Rysiu też z nami pracuje.-powiedziała Lucy a Marek...Marek zginął.-powiedziała urywając szybko temat.O dziwo Jacek nie drążył tematu.
Potem Lucyna zadzwoniła do Rysia i przekazała mu dobrą wiadomość.Puchała nie mogąc uwierzyć w to co słyszy przyjechał do Lucyny.Później Schmidt zrobiła herbatę i zaczęła opowiadać całą historię:
-4 lata temu pracowaliśmy razem.Jacek,ja i Marek byliśmy na akcji w centrum handlowym.Dwóch terrorystów napadło na sklep.Jacek poszedł na górę.Sytuacja wymknęła nam się spod kontroli gdy okazało się że w budynku jest bomba.Winda,którą Jacek podążał na górę została zatrzymana.Wszyscy ewakuowaliśmy się z centrum.Wszyscy prócz...-zwraca się do Jacka-ciebie.Myśleliśmy że nie żyjesz.Jak ci się udało przeżyć?
-właściwie to nie dokładnie to wszystko pamiętam....-zaczął Jacek dziwnie uciekając wzrokiem.-obudziłem się kilka dni później w jakiejś szopie.Nie mogłem się ruszyć.Dopiero po jakimś czasie zacząłem odzyskiwać siły.Kiedy wyszedłem z tej szopy dowiedziałem się że jestem w Rzeszowie.-powiedział Jacek i spojrzał na Lucynę i Rysia,którzy słuchali jego historii z zapartym tchem.Michał jednak nie ufał przybyszowi:
-Czemu wracasz dopiero teraz przecież minęło tyle czasu...-stwierdził z niedowierzaniem Michał.Jacek spojrzał na Orlicza zimnym wzrokiem po czym zaczął swoją odpowiedź:
-Straciłem pamięć.Lucynko,wiesz przecież że gdyby było inaczej na pewno wróciłbym do was...-powiedział łagodnym i pełnym smutku głosem.Doskonale wiedział jak manipulować Lucyną.Rysiek także był bardzo podatny na słowa dawnego przyjaciela.-Ja muszę już iść.-powiedział po chwili i szybko się żegnając wyszedł z domu Lucyny.Po wyjściu Jacka Michała nadal dręczyły niejasności w jego opowieści.Lucyna natomiast cieszyła się że jej zaginiony przyjaciel się znalazł.:
-Coś mi tu nie pasuje..Jak to się mogło stać że przeżył ten wybuch?-zastanawiał się komisarz.
-Przestań,ważne że się znalazł.-powiedział z uśmiechem Rysiek.
-On coś ukrywa mówię wam.
-O co ci tak właściwie chodzi?-zirytowała się Lucyna,która w pełni ufała Jackowi.
-Widzieliście jak dziwnie na mnie spojrzał gdy pytałem o szczegóły?-drążył Michał.
-bo wypytywałeś się go jak na przesłuchaniu!On wycierpiał swoje więc powinniśmy to uszanować a ty po prostu jesteś zazdrosny.-stwierdziła Lucyna nadal z lekką irytacją w głosie.
-Rysiek ty też uważasz że zwariowałem?-Powiedział Orlicz zwracając się do kolegi.
-Sorry,Michał ale tak.Kto jak kto ale Jacek to najlepszy człowiek jakiego znam.Zobaczysz poznasz go i sam się przekonasz.
-Raczej wątpię.-mruknął Michał.Po krótkiej sprzeczce przyjaciół Orlicz opuścił dom Lucyny.Nie pojechał jednak do domu.Wraz z Alexem udali się na komendę.Chciał się jeszcze lepiej przyjrzeć sprawie po której zaginął Jacek.Był pewien że coś w tym nie pasuje,pytanie tylko co?Zaczął przeglądać akta sprawy.Z minuty na minutę co raz bardziej zagłębiał się w tą sprawę.W końcu nieprzespana noc dała o sobie znać i Michał zasnął nad papierami.Do biura weszła Lucyna.Zdziwiła się widząc śpiącego Orlicza.Spojrzała na biurko i gdy tylko zobaczyła akta sprawy przed 4 lat wpadła w złość.Michał otworzył oczy a Lucyna zaczęła swoją wypowiedź od ataku:
-Co ty sobie wyobrażasz?Sprawdzasz go?Myślisz że wolno ci już wszystko?-zaczęła zdenerwowana.
-Lucy przestań,chcę po prostu wiedzieć czy wszystko jest ok.-próbował uspokoić przyjaciółkę.
-nie sądziłam że jesteś taki.-stwierdziła z żalem Lucyna.
-Jaki?No proszę dokończ!-krzyknął zdenerwowany Michał i wstał od biurka.
-Nieczuły!-stwierdziła Lucyna a Orlicz szybkim krokiem wyszedł z biura.Był tak zdenerwowany że nawet nie zauważył że ktoś cały czas go obserwuje...
-wszyscy myśleliśmy że ty...że nie żyjesz!-powiedziała odrywając się od mężczyzny.Dochodziła piąta gdy weszli do domu.W salonie Lucyna zapoznała ze sobą mężczyzn:
-Michał to jest Jacek.-powiedziała Lucyna wciąż załamującym się głosem.-a to Michał pracujemy razem.
-razem?A Marek?Rysiu?
-Rysiu też z nami pracuje.-powiedziała Lucy a Marek...Marek zginął.-powiedziała urywając szybko temat.O dziwo Jacek nie drążył tematu.
Potem Lucyna zadzwoniła do Rysia i przekazała mu dobrą wiadomość.Puchała nie mogąc uwierzyć w to co słyszy przyjechał do Lucyny.Później Schmidt zrobiła herbatę i zaczęła opowiadać całą historię:
-4 lata temu pracowaliśmy razem.Jacek,ja i Marek byliśmy na akcji w centrum handlowym.Dwóch terrorystów napadło na sklep.Jacek poszedł na górę.Sytuacja wymknęła nam się spod kontroli gdy okazało się że w budynku jest bomba.Winda,którą Jacek podążał na górę została zatrzymana.Wszyscy ewakuowaliśmy się z centrum.Wszyscy prócz...-zwraca się do Jacka-ciebie.Myśleliśmy że nie żyjesz.Jak ci się udało przeżyć?
-właściwie to nie dokładnie to wszystko pamiętam....-zaczął Jacek dziwnie uciekając wzrokiem.-obudziłem się kilka dni później w jakiejś szopie.Nie mogłem się ruszyć.Dopiero po jakimś czasie zacząłem odzyskiwać siły.Kiedy wyszedłem z tej szopy dowiedziałem się że jestem w Rzeszowie.-powiedział Jacek i spojrzał na Lucynę i Rysia,którzy słuchali jego historii z zapartym tchem.Michał jednak nie ufał przybyszowi:
-Czemu wracasz dopiero teraz przecież minęło tyle czasu...-stwierdził z niedowierzaniem Michał.Jacek spojrzał na Orlicza zimnym wzrokiem po czym zaczął swoją odpowiedź:
-Straciłem pamięć.Lucynko,wiesz przecież że gdyby było inaczej na pewno wróciłbym do was...-powiedział łagodnym i pełnym smutku głosem.Doskonale wiedział jak manipulować Lucyną.Rysiek także był bardzo podatny na słowa dawnego przyjaciela.-Ja muszę już iść.-powiedział po chwili i szybko się żegnając wyszedł z domu Lucyny.Po wyjściu Jacka Michała nadal dręczyły niejasności w jego opowieści.Lucyna natomiast cieszyła się że jej zaginiony przyjaciel się znalazł.:
-Coś mi tu nie pasuje..Jak to się mogło stać że przeżył ten wybuch?-zastanawiał się komisarz.
-Przestań,ważne że się znalazł.-powiedział z uśmiechem Rysiek.
-On coś ukrywa mówię wam.
-O co ci tak właściwie chodzi?-zirytowała się Lucyna,która w pełni ufała Jackowi.
-Widzieliście jak dziwnie na mnie spojrzał gdy pytałem o szczegóły?-drążył Michał.
-bo wypytywałeś się go jak na przesłuchaniu!On wycierpiał swoje więc powinniśmy to uszanować a ty po prostu jesteś zazdrosny.-stwierdziła Lucyna nadal z lekką irytacją w głosie.
-Rysiek ty też uważasz że zwariowałem?-Powiedział Orlicz zwracając się do kolegi.
-Sorry,Michał ale tak.Kto jak kto ale Jacek to najlepszy człowiek jakiego znam.Zobaczysz poznasz go i sam się przekonasz.
-Raczej wątpię.-mruknął Michał.Po krótkiej sprzeczce przyjaciół Orlicz opuścił dom Lucyny.Nie pojechał jednak do domu.Wraz z Alexem udali się na komendę.Chciał się jeszcze lepiej przyjrzeć sprawie po której zaginął Jacek.Był pewien że coś w tym nie pasuje,pytanie tylko co?Zaczął przeglądać akta sprawy.Z minuty na minutę co raz bardziej zagłębiał się w tą sprawę.W końcu nieprzespana noc dała o sobie znać i Michał zasnął nad papierami.Do biura weszła Lucyna.Zdziwiła się widząc śpiącego Orlicza.Spojrzała na biurko i gdy tylko zobaczyła akta sprawy przed 4 lat wpadła w złość.Michał otworzył oczy a Lucyna zaczęła swoją wypowiedź od ataku:
-Co ty sobie wyobrażasz?Sprawdzasz go?Myślisz że wolno ci już wszystko?-zaczęła zdenerwowana.
-Lucy przestań,chcę po prostu wiedzieć czy wszystko jest ok.-próbował uspokoić przyjaciółkę.
-nie sądziłam że jesteś taki.-stwierdziła z żalem Lucyna.
-Jaki?No proszę dokończ!-krzyknął zdenerwowany Michał i wstał od biurka.
-Nieczuły!-stwierdziła Lucyna a Orlicz szybkim krokiem wyszedł z biura.Był tak zdenerwowany że nawet nie zauważył że ktoś cały czas go obserwuje...
Cześć wszystkim!
W końcu znalazłam trochę czasu więc postanowiłam wstawić post "reanimacyjny".Ostatnio mam ogromny nawał pracy więc nie mogłam nic pisać.Mam nadzieję że nie zniechęci to was do dalszego odwiedzania mojego bloga.Jeśli mogę to bardzo chciałabym was poprosić o komentowanie moich opowiadań(nie chodzi mi o to żeby komentarze były pozytywne chodzi mi tylko o opnie) A teraz przechodząc do konkretów to prawdopodobnie jeszcze dziś pojawi się kolejny rozdział i mam pytanie związane z tajemniczym zakończeniem rozdziału 8:Jak myślicie kim będzie tajemniczy nieznajomy?Zapraszam do pisania swoich propozycji w komentarzach.Jestem bardzo ciekawa waszych propozycji.
Pozdrawiam serdecznie.
Pozdrawiam serdecznie.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Rozdział 8:Wyznania.
Tak naprawdę nikomu jeszcze o tym nie opowiadała.Był to dla niej temat tabu.Weszli do domu Lucyny.Ona zrobiła herbatę i z mieszanymi uczuciami spuściła wzrok.Sama nie wiedziała czy robi dobrze ale skoro już się zdecydowała to chciała to dokończyć.Usiedli na kanapie.:
-Zanim tutaj przyszedłeś pracowaliśmy z Markiem..On był..świetnym przyjacielem.Jedyny w swoim rodzaju.-zaczęła nadal mając wzrok utkwiony w ziemi.Jednak na samą myśl wspomnienia Marka na jej twarzy pojawiał się lekki uśmiech:
-Marek był kimś więcej,prawda?-zapytał Orlicz patrząc Lucynie w oczy.
-Nie wiem i chyba już się tego nigdy nie dowiem.-stwierdziła i znów wróciła do wspomnień :
.-Pamiętam dokładnie moment gdy przyszłam tu na komendę.Marek i Rysiek już byli zespołem a ja...dopiero miałam się wdrążyć.Bałam się bo myślałam że Bromski to jakiś straszny dupek i tego przekonania wcale nie zmieniło pierwsze spotkanie.Marek dogryzał mi od samego początku.Nie rozumiałam tego i nawet rozważałam odejście z komendy.Jednak wtedy odbyliśmy z Markiem pierwszą poważą rozmowę.On zrozumiał mnie mimo że nie powiedziałam mu całej prawdy o sobie.Zupełnie tak jak ty...-dodała patrząc w oczy przyjaciela.On uśmiechnął się delikatnie.Kontynuowała- a ja...wtedy byłam po przejściach bo...-po policzku Lucyny spłynęła łza.Gdy tylko przypomniała sobie swoje niemiłe doświadczenia,swój lęk.
-Spokojnie.-Powiedział Michał lekko przytulając przyjaciółkę.Ten gest dał jej siłę by mówić dalej.
-Kiedyś miałam męża i on był najgorszym doświadczeniem w moim życiu aż do teraz.Marek zginął w dzień gdy mieliśmy porozmawiać.Miałam mu opowiedzieć o swojej przeszłości i...nie zdążyłam.-mruknęła Lucyna.Jej oczy znów zalały się łzami.:
-Nie chcę by drogi raz było za późno.-stwierdziła podnosząc ciężkie powieki.-Adama poznałam na studiach.Byłam młoda.Wydawał się taki idealny.Zbyt idealny...Już na początku nalegał żebym z nim wyjechała ale ja nie chciałam.Moi rodzice od początku byli przeciwni temu związkowi.Ja na przekór im postanowiłam wziąć szybki ślub z Adamem.Nie był szczęśliwy ale zgodził się.Wiedział że po ślubie zgodzę się na wyjazd z nim.-mówiła łamiącym się głosem Lucyna a Michał słuchał jej historii z zapartym tchem.-I wyjechaliśmy...Nie był ideałem..Zatrzymał się na kompletnym odludziu i pokazał swoją prawdziwą twarz.Zamknęli mnie w ciemnej szopie razem z dwiema innymi dziewczynami.-nagle łzy wzięły górę nad wszystkim nie mogła już mówić.
-Ciii...Spokojnie.Jeśli nie chcesz nie musisz mówić dalej.-mruknął Orlicz tym razem mocniej przytulając przyjaciółkę.
-Muszę.-stwierdziła Lucyna i zaczęła mówić dalej.-Siedziałam tam dwa tygodnie.Okazało się że chcieli nas porwać do domu publicznego w Niemczech.Gdy tylko,któraś z nas próbowała się uwolnić byłyśmy bite.Ola,studentka medycyny...Zmarła..przy nas.To było straszne...gdyby nie policjant,który tam się pojawił..-Lucyna wtuliła się w Michała i pozwoliła płynąć łzom.
-Nie bój się,nikt już cię nie skrzywdzi.Nie pozwolę na to.-Wyszeptał jej do ucha Michał.
-Dziękuję.Za wszystko...-powiedziała Lucyna nie odrywając się od przyjaciela.
-Nie ma za co..Wszyscy mamy swoją przeszłość.-stwierdził Orlicz.
.-Tak bardzo chciałam to powiedzieć Markowi i gdyby nie ta Ewa to...-syknęła Lucyna pełna złości.
-Musiał być dobrym przyjacielem ratując życie komuś innemu tak jest się w stanie postąpić tylko wtedy gdy ma się dobre serce.-próbował podnieść na duchu Lucynę ale tak naprawdę sam zebrał się na odwagę by wyznać prawdę o sobie:
-We Wrocławiu straciłem przyjaciela...-zaczął przygnębiony.Lucyna spojrzała na niego zaskoczona-Pewien bandzior postrzelił mnie w rękę i próbował mnie dobić.Mój pies zginął właśnie ratując mi życie.Był jedynym przyjacielem jakiego miałem i...musiałem odejść.Może i pies to dla niektórych nic w porównaniu do człowieka ale ludzie zawodzą a pies nigdy.-Powiedział swoją krótką ale treściwą historię Michał.Lucyna nie powiedziała nic.Ciągle patrzyła głęboko w oczy Michała.Ufała mu.Chyba po raz pierwszy od tego nieszczęsnego małżeństwa ona komuś ufała.Jej serce biło mocniej a myśli podpowiadały tylko jedno:"teraz albo nigdy!". Nie wiele więc myśląc pocałowała Michała w usta.Ten odwzajemnił pocałunek.Dali się ponieść emocjom.Całowali się namiętnie.Lucyna zaczęła zdejmować bluzkę Orlicza on odpinał jej guzik od spodni gdy nagle ich namiętną scenę przerwał dzwonek do drzwi.Michał chciał to zignorować ale nie Lucyna:
-Muszę otworzyć-powiedziała i szybko ubrała się ,poszła otworzyć po drodze poprawiając jeszcze włosy.W drzwiach zobaczyła jednak postać,której się nie spodziewała się nawet w snach...
-Zanim tutaj przyszedłeś pracowaliśmy z Markiem..On był..świetnym przyjacielem.Jedyny w swoim rodzaju.-zaczęła nadal mając wzrok utkwiony w ziemi.Jednak na samą myśl wspomnienia Marka na jej twarzy pojawiał się lekki uśmiech:
-Marek był kimś więcej,prawda?-zapytał Orlicz patrząc Lucynie w oczy.
-Nie wiem i chyba już się tego nigdy nie dowiem.-stwierdziła i znów wróciła do wspomnień :
.-Pamiętam dokładnie moment gdy przyszłam tu na komendę.Marek i Rysiek już byli zespołem a ja...dopiero miałam się wdrążyć.Bałam się bo myślałam że Bromski to jakiś straszny dupek i tego przekonania wcale nie zmieniło pierwsze spotkanie.Marek dogryzał mi od samego początku.Nie rozumiałam tego i nawet rozważałam odejście z komendy.Jednak wtedy odbyliśmy z Markiem pierwszą poważą rozmowę.On zrozumiał mnie mimo że nie powiedziałam mu całej prawdy o sobie.Zupełnie tak jak ty...-dodała patrząc w oczy przyjaciela.On uśmiechnął się delikatnie.Kontynuowała- a ja...wtedy byłam po przejściach bo...-po policzku Lucyny spłynęła łza.Gdy tylko przypomniała sobie swoje niemiłe doświadczenia,swój lęk.
-Spokojnie.-Powiedział Michał lekko przytulając przyjaciółkę.Ten gest dał jej siłę by mówić dalej.
-Kiedyś miałam męża i on był najgorszym doświadczeniem w moim życiu aż do teraz.Marek zginął w dzień gdy mieliśmy porozmawiać.Miałam mu opowiedzieć o swojej przeszłości i...nie zdążyłam.-mruknęła Lucyna.Jej oczy znów zalały się łzami.:
-Nie chcę by drogi raz było za późno.-stwierdziła podnosząc ciężkie powieki.-Adama poznałam na studiach.Byłam młoda.Wydawał się taki idealny.Zbyt idealny...Już na początku nalegał żebym z nim wyjechała ale ja nie chciałam.Moi rodzice od początku byli przeciwni temu związkowi.Ja na przekór im postanowiłam wziąć szybki ślub z Adamem.Nie był szczęśliwy ale zgodził się.Wiedział że po ślubie zgodzę się na wyjazd z nim.-mówiła łamiącym się głosem Lucyna a Michał słuchał jej historii z zapartym tchem.-I wyjechaliśmy...Nie był ideałem..Zatrzymał się na kompletnym odludziu i pokazał swoją prawdziwą twarz.Zamknęli mnie w ciemnej szopie razem z dwiema innymi dziewczynami.-nagle łzy wzięły górę nad wszystkim nie mogła już mówić.
-Ciii...Spokojnie.Jeśli nie chcesz nie musisz mówić dalej.-mruknął Orlicz tym razem mocniej przytulając przyjaciółkę.
-Muszę.-stwierdziła Lucyna i zaczęła mówić dalej.-Siedziałam tam dwa tygodnie.Okazało się że chcieli nas porwać do domu publicznego w Niemczech.Gdy tylko,któraś z nas próbowała się uwolnić byłyśmy bite.Ola,studentka medycyny...Zmarła..przy nas.To było straszne...gdyby nie policjant,który tam się pojawił..-Lucyna wtuliła się w Michała i pozwoliła płynąć łzom.
-Nie bój się,nikt już cię nie skrzywdzi.Nie pozwolę na to.-Wyszeptał jej do ucha Michał.
-Dziękuję.Za wszystko...-powiedziała Lucyna nie odrywając się od przyjaciela.
-Nie ma za co..Wszyscy mamy swoją przeszłość.-stwierdził Orlicz.
.-Tak bardzo chciałam to powiedzieć Markowi i gdyby nie ta Ewa to...-syknęła Lucyna pełna złości.
-Musiał być dobrym przyjacielem ratując życie komuś innemu tak jest się w stanie postąpić tylko wtedy gdy ma się dobre serce.-próbował podnieść na duchu Lucynę ale tak naprawdę sam zebrał się na odwagę by wyznać prawdę o sobie:
-We Wrocławiu straciłem przyjaciela...-zaczął przygnębiony.Lucyna spojrzała na niego zaskoczona-Pewien bandzior postrzelił mnie w rękę i próbował mnie dobić.Mój pies zginął właśnie ratując mi życie.Był jedynym przyjacielem jakiego miałem i...musiałem odejść.Może i pies to dla niektórych nic w porównaniu do człowieka ale ludzie zawodzą a pies nigdy.-Powiedział swoją krótką ale treściwą historię Michał.Lucyna nie powiedziała nic.Ciągle patrzyła głęboko w oczy Michała.Ufała mu.Chyba po raz pierwszy od tego nieszczęsnego małżeństwa ona komuś ufała.Jej serce biło mocniej a myśli podpowiadały tylko jedno:"teraz albo nigdy!". Nie wiele więc myśląc pocałowała Michała w usta.Ten odwzajemnił pocałunek.Dali się ponieść emocjom.Całowali się namiętnie.Lucyna zaczęła zdejmować bluzkę Orlicza on odpinał jej guzik od spodni gdy nagle ich namiętną scenę przerwał dzwonek do drzwi.Michał chciał to zignorować ale nie Lucyna:
-Muszę otworzyć-powiedziała i szybko ubrała się ,poszła otworzyć po drodze poprawiając jeszcze włosy.W drzwiach zobaczyła jednak postać,której się nie spodziewała się nawet w snach...
Przeprosiny!
Witam,dawno mnie nie było...Na początku chciałam bardzo przeprosić wszystkich,którzy czytali mojego bloga za to że nie było mnie tak długo..Niestety brakowało mi czasu ale też i weny.Za pewne ze względu na panujące na początku miesiąca upały.Przykro mi ale nie jestem w stanie powiedzieć ile jeszcze rozdziałów się pojawi i jak często będą się pojawiać.Na razie jednak nie likwiduję bloga i mam nadzieję że znajdę czasem chwilkę by coś napisać(oczywiście jeżeli ktoś będzie w ogóle chciał to czytać). Kiedy zacznie się rok szkolny to wszystko się okaże. Jeżeli zadecyduję o zakończeniu pisania na pewno postaram się jakoś zakończyć historię naszego czworonożnego detektywa i jego przyjaciół.Dziś jeszcze postaram się napisać kolejny rozdział (jeśli ktokolwiek jest tym jeszcze zainteresowany)a później...to czas pokaże.Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia. :)
sobota, 1 sierpnia 2015
Rozdział 7:Kiedy przychodzi czas by odpocząć...
Po chwili do pomieszczenia wbiegli antyterroryści i tuż za nimi Rysiek.Napięcie powoli schodziło z Lucyny i Michała,którzy wciąż patrzyli na nieruchomy już teraz zegar pokazujący dokładnie 7 sekund!Puchała podszedł do przyjaciół w tym czasie antyterroryści wyprowadzili Kaczmarczyka bo tak właśnie nazywał się szaleniec:
-Tak się cieszę że nic ci nie jest...-westchnął z ulgą Rysiu przytulając Lucynę.
-Fakt było nieciekawie i gdyby nie Michał to...-Lucyna spojrzała na Orlicza z czułością.Chyba po raz pierwszy tak na niego spojrzała.Być może był to przypływ pewnego rodzaju wdzięczności ale gdy patrzyła na jego pokrwawione wargi po prostu czuła w sobie przypływ współczucia.
-gdyby nie Alex to nikomu z nas by się nie udało.Prawda brachu.-powiedział Orlicz poklepując psa po głowie.Duma rozpierała psie serce Alexa.
-to co was też uściskać?-zaśmiał się Rysiek i lekko wyciągnął rękę dotykając żeber Orlicza.Ten skrzywił się nieco bo poczuł ból.Prawdopodobnie złamane żebra dały o sobie znać.
-Chyba oberwałeś?-zainteresował się Rysiu
-nic takiego,nic mi nie jest.-odparł twardo Michał.
-Nic?Na pewno?Może jednak powinien cię zobaczyć lekarz?-zaczęła Lucyna niczym troskliwa żona.
-Daj spokój na prawdę jest ok.-bronił swego zdania Michał.
Nagle na miejsce przyjechał Leon i przerwał mały spór Policjantów.Przyjaciele zdziwili się widząc patologa w drzwiach.:
-Co ty tu robisz?-Spytał zdumiony Michał.
-Wy zdążyliście!A ja znów nie mam nic do roboty.-zażartował jak zawsze w swoim stylu Leon.
-Och Leon!Wybacz innym razem cię odwiedzę.-stwierdziła z uśmiechem Lucyna.
- Możesz mnie odwiedzić już dziś!-powiedział z pełną powagą Leon. Lucyna spojrzała z przerażeniem na Patologa- chciałem was zaprosić na przyjęcie.Konkretnie na parapetówkę.Przeprowadzam się do nowego domu i dziś wieczorem jeśli zechcecie zapraszam...Brzozowa 12-Oznajmił Leon.
-jeśli tam to Chętnie.-Powiedziała Lucyna.Po chwili swoje przybycie zadeklarowali także Michał z Alexem.
-A ty Rysiu?Żona puści cię spod pantofla?-znów ,żartował Leon.
-Uzgodnię to z Klaudusią...-odpowiedział wymijająco Ryszard.
Michał i Alex pojechali do domu.Michał wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze wstąpił do sklepu i kupił szampana.Niedługo później już byli z Alexem na miejscu. Pod domem spotkali się z Lucyną.Po chwili weszli do domu. Ciekawie urządzony przedpokój wprawił ich w osłupienie.Mieszkanie wcale nie wyglądało jak u Leona.Koronkowe serwetki i czerwone szafeczki.
-Leon?wszystko z tobą ok? - zapytał na przywitanie Michał.
-jak najbardziej. - stwierdził Berger.
-a to? - wskazał Orlicz na serwetki.
-Moja nowa pani uwielbia bawić się w strojenie domu. - wytłumaczył po chwili. - Ryśka nie ma?chyba nie przezywyciężył... - dochodzenie Leona przerwał dzwonek do drzwi .Poszedł otworzyć. Przed drzwiami stał Rysiek:
-Noo Rysiu zawsze w ciebie wierzyłem. - zaśmiał się Leon.
-prezent od klaudusi.. - z uśmiechem powiedział Ryszard i wszedł do domu.Przyjaciele przywitali się i rozpoczęli imprezę.Leon oficjalnie powitał przyjaciół w swoim nowym domu.Po imprezie około północy Lucyna postanowiła wracać do domu.Michał i Alex także.Jednak Rysiek nie był w stanie.Zbyt dużo wypił i zasnął na kanapie u Leona.:
-będzie pierwszym żywym facetem,z którym spędzę noc.-zaśmiał się Leon.
Lucyna i Michał wyszli niedługo później.Orlicz i Alex postanowili że odprowadzą Lucy do domu.:
-Drugi raz nie zostawię cię samej.-zadeklarował z troską Michał.
-dziękuję.-odparła Lucyna.Kiedy szli wśród nocy rozmawiali o różnych sprawach.Wiele z nich było błahych jednak w pewnym momencie być może pod wpływem krążącego w ich żyłach alkoholu Lucyna zebrała się na szczerość.:
-co byś zrobił gdybym powiedziała ci teraz coś bardzo,bardzo ważnego ale jednocześnie tak cholernie bolesnego że...-zaczęła patrząc w oczy Orliczowi.
-Jeśli tylko jesteś już w stanie o tym mówić to ja z wielką uwagą tego wysłucham.-odrzekł poważnie.
-Nie wiem czy jestem w stanie ale wiem że to dla mnie ważne żebyś wiedział...-powiedziała
-Tak się cieszę że nic ci nie jest...-westchnął z ulgą Rysiu przytulając Lucynę.
-Fakt było nieciekawie i gdyby nie Michał to...-Lucyna spojrzała na Orlicza z czułością.Chyba po raz pierwszy tak na niego spojrzała.Być może był to przypływ pewnego rodzaju wdzięczności ale gdy patrzyła na jego pokrwawione wargi po prostu czuła w sobie przypływ współczucia.
-gdyby nie Alex to nikomu z nas by się nie udało.Prawda brachu.-powiedział Orlicz poklepując psa po głowie.Duma rozpierała psie serce Alexa.
-to co was też uściskać?-zaśmiał się Rysiek i lekko wyciągnął rękę dotykając żeber Orlicza.Ten skrzywił się nieco bo poczuł ból.Prawdopodobnie złamane żebra dały o sobie znać.
-Chyba oberwałeś?-zainteresował się Rysiu
-nic takiego,nic mi nie jest.-odparł twardo Michał.
-Nic?Na pewno?Może jednak powinien cię zobaczyć lekarz?-zaczęła Lucyna niczym troskliwa żona.
-Daj spokój na prawdę jest ok.-bronił swego zdania Michał.
Nagle na miejsce przyjechał Leon i przerwał mały spór Policjantów.Przyjaciele zdziwili się widząc patologa w drzwiach.:
-Co ty tu robisz?-Spytał zdumiony Michał.
-Wy zdążyliście!A ja znów nie mam nic do roboty.-zażartował jak zawsze w swoim stylu Leon.
-Och Leon!Wybacz innym razem cię odwiedzę.-stwierdziła z uśmiechem Lucyna.
- Możesz mnie odwiedzić już dziś!-powiedział z pełną powagą Leon. Lucyna spojrzała z przerażeniem na Patologa- chciałem was zaprosić na przyjęcie.Konkretnie na parapetówkę.Przeprowadzam się do nowego domu i dziś wieczorem jeśli zechcecie zapraszam...Brzozowa 12-Oznajmił Leon.
-jeśli tam to Chętnie.-Powiedziała Lucyna.Po chwili swoje przybycie zadeklarowali także Michał z Alexem.
-A ty Rysiu?Żona puści cię spod pantofla?-znów ,żartował Leon.
-Uzgodnię to z Klaudusią...-odpowiedział wymijająco Ryszard.
Michał i Alex pojechali do domu.Michał wziął szybki prysznic i wyszedł z domu. Po drodze wstąpił do sklepu i kupił szampana.Niedługo później już byli z Alexem na miejscu. Pod domem spotkali się z Lucyną.Po chwili weszli do domu. Ciekawie urządzony przedpokój wprawił ich w osłupienie.Mieszkanie wcale nie wyglądało jak u Leona.Koronkowe serwetki i czerwone szafeczki.
-Leon?wszystko z tobą ok? - zapytał na przywitanie Michał.
-jak najbardziej. - stwierdził Berger.
-a to? - wskazał Orlicz na serwetki.
-Moja nowa pani uwielbia bawić się w strojenie domu. - wytłumaczył po chwili. - Ryśka nie ma?chyba nie przezywyciężył... - dochodzenie Leona przerwał dzwonek do drzwi .Poszedł otworzyć. Przed drzwiami stał Rysiek:
-Noo Rysiu zawsze w ciebie wierzyłem. - zaśmiał się Leon.
-prezent od klaudusi.. - z uśmiechem powiedział Ryszard i wszedł do domu.Przyjaciele przywitali się i rozpoczęli imprezę.Leon oficjalnie powitał przyjaciół w swoim nowym domu.Po imprezie około północy Lucyna postanowiła wracać do domu.Michał i Alex także.Jednak Rysiek nie był w stanie.Zbyt dużo wypił i zasnął na kanapie u Leona.:
-będzie pierwszym żywym facetem,z którym spędzę noc.-zaśmiał się Leon.
Lucyna i Michał wyszli niedługo później.Orlicz i Alex postanowili że odprowadzą Lucy do domu.:
-Drugi raz nie zostawię cię samej.-zadeklarował z troską Michał.
-dziękuję.-odparła Lucyna.Kiedy szli wśród nocy rozmawiali o różnych sprawach.Wiele z nich było błahych jednak w pewnym momencie być może pod wpływem krążącego w ich żyłach alkoholu Lucyna zebrała się na szczerość.:
-co byś zrobił gdybym powiedziała ci teraz coś bardzo,bardzo ważnego ale jednocześnie tak cholernie bolesnego że...-zaczęła patrząc w oczy Orliczowi.
-Jeśli tylko jesteś już w stanie o tym mówić to ja z wielką uwagą tego wysłucham.-odrzekł poważnie.
-Nie wiem czy jestem w stanie ale wiem że to dla mnie ważne żebyś wiedział...-powiedziała
wtorek, 28 lipca 2015
Rozdział 6:Zdążyć na czas...
Lucyna ocknęła się niedługo później.Siedziała w swoim mieszkaniu na krześle.Przywiązana linami.Jej usta były zaklejone szarą taśmą.Z przerażeniem czekała na dalszy rozwój sytuacji.Po chwili do pomieszczenia wszedł mężczyzna to był ten psychol którego szukali od jakiegoś czasu.Powoli podszedł do Lucyny.Delikatnym ruchem zaczął odgarniać jej rude włosy z twarzy.Ona patrzyła na niego z co raz większym strachem w oczach:
-Nie bój się...-mówił do Szmidt.Jego oczy były tak przeraźliwe i nieprzewidywalne.Lucyna odsunęła głowę.On zaczął powoli zjeżdżać ręką po jej ciele.-Dla mnie zawsze będziesz Ty i tylko ty...-dodał z szaleńczym uśmiechem na twarzy.Teraz Lucy już wiedziała z kim ma do czynienia.Ta myśl przerażała ją jeszcze bardziej.Mężczyzna jednak niespodziewanie zerwał się z miejsca i podszedł w kierunku komody.Na niej leżała policyjna odznaka.Wziął ją do ręki.Po chwili zdenerwowany podszedł do Lucyny z jej odznaką w ręku.:
-Wszystko popsułaś kretynko!-Krzyknął i rzucił w jej stronę odznaką.-Miałaś być tą jedyną a ściągasz na mnie psy!-wrzeszczał bandyta ,nagle wyciągnął nóż.-Ale nie myśl że mnie tak załatwisz...Nigdy się nie poddam!-mówił jak nakręcony wymachując nożem.
W tym samym czasie Michał i Alex już jechali do domu Lucyny.Myśl że może ją zastać martwą nie dawała mu spokoju.Jechał co raz szybciej i szybciej.Chciał już tam być.Najważniejsze było by zdążyć na czas.Rysiek czekał na Antyterrorystów by zabrać się z nimi na miejsce akcji.Orlicz był już bardzo blisko domu Lucyny.Nie spodziewał się jednak tego jak trudne będzie odbicie przyjaciółki żywej.
Morderca przyniósł do domu pani podkomisarz ciemną,dużą walizkę.Szmidt z przerażeniem obserwowała każdy ruch szaleńca.Usiadł on na krześle przy stole i ku przerażeniu Lucyny z tajemniczej walizki wyjął bombę!Jej zegar wskazywał dokładnie 60 minut gdy czas zaczął upływać.:
-Już czas...-powiedział nagle.Jego szyderczy śmiech było słychać w całym domu.Wyjrzał przez okno i zobaczył Orlicza,który wraz z Alexem zmierzał do drzwi.:
-otwierać policja!-Krzyknął Michał.
-Nie odbierzecie mi ich!Ona już na zawsze będzie tylko ze mną!-mówił Psychol.Po tych słowach odszedł od drzwi.
-Jeśli zrobiłeś jej cokolwiek...-zaczął bezsilnie Komisarz.-Wpuść mnie tam bo rozwalę te cholerne drzwi!-Krzyknął zdenerwowany i już chciał wywarzać drzwi gdy nagle spojrzał na Alexa.Pies usiadł przed drzwiami i cicho zaskomlał co oznaczało tylko jedno:ładunek wybuchowy!Na całe szczęście Alex znał dom Lucyny lepiej od Michała i szybko zaprowadził go do tylnego wejścia
.Porywacz w tym czasie złapał Lucynę za gardło i przystawił jej pistolet do głowy.Kiedy Orlicz wszedł do pokoju od razu spostrzegł bombę która teraz już wskazywała 45 minut!:
-Spokojnie...Odkładam broń!-jak powiedział tak zrobił,delikatnym ruchem kładł broń na ziemi.-po prostu zrób to samo...-zaczął negocjować policjant.Bandyta podszedł do Orlicza,kopnął daleko jego broń a sam uderzył komisarza.Lucyna patrzyła na wszystko ze strachem w oczach.Chwila nieuwagi szaleńca sprawiła że Orlicz wytrącił mu broń z ręki i rzucił się na niego.Zaczęli się bić.Michał uderzył mordercę w twarz ten jednak nie był mu dłużny i kopnął go parę razy w żebra.Z ust Orlicza poleciała krew.Potem uderzył go w głowę i rzucił nim o ścianę.Michał upadł na ziemię tuż obok kredensu.Złapał do ręki stojący na nim wazon i uderzył w głowę oprawcę pozbawiając go przytomności.Szybko pobiegł do Lucyny i rozwiązał ją.Zegar na bombie wskazywał 10 minut.Nagle szaleniec odzyskał przytomność i chwycił za pistolet mierząc w stronę Lucyny.Na całe szczęście do akcji wkroczył Alex i ugryzł oprawcę w rękę wytrącając mu pistolet.:
-Alex pilnuj go!-rozkazał Orlicz.Podeszli do bomby.Czas leciał nieubłaganie.Komisarze z przerażeniem patrzyli na bombę.Zegar teraz już pokazywał 2 minuty.:
-który mam przeciąć?Czerwony czy niebieski?-spytał Orlicz spoglądając na Lucynę.
-Zwariowałeś?Nie mam pojęcia!-zaczęła zdenerwowana kobieta.
-w końcu chodzi o twój dom więc...-zażartował.
-Świetny moment na żarty w stylu"Leon"-zdenerwowała się jeszcze bardziej Lucynka.-tnij niebieski!
-Przepraszam Lucynko tym razem cię nie posłucham.-stwierdził Orlicz i w tym momencie przeciął czerwony kabel...
-Nie bój się...-mówił do Szmidt.Jego oczy były tak przeraźliwe i nieprzewidywalne.Lucyna odsunęła głowę.On zaczął powoli zjeżdżać ręką po jej ciele.-Dla mnie zawsze będziesz Ty i tylko ty...-dodał z szaleńczym uśmiechem na twarzy.Teraz Lucy już wiedziała z kim ma do czynienia.Ta myśl przerażała ją jeszcze bardziej.Mężczyzna jednak niespodziewanie zerwał się z miejsca i podszedł w kierunku komody.Na niej leżała policyjna odznaka.Wziął ją do ręki.Po chwili zdenerwowany podszedł do Lucyny z jej odznaką w ręku.:
-Wszystko popsułaś kretynko!-Krzyknął i rzucił w jej stronę odznaką.-Miałaś być tą jedyną a ściągasz na mnie psy!-wrzeszczał bandyta ,nagle wyciągnął nóż.-Ale nie myśl że mnie tak załatwisz...Nigdy się nie poddam!-mówił jak nakręcony wymachując nożem.
W tym samym czasie Michał i Alex już jechali do domu Lucyny.Myśl że może ją zastać martwą nie dawała mu spokoju.Jechał co raz szybciej i szybciej.Chciał już tam być.Najważniejsze było by zdążyć na czas.Rysiek czekał na Antyterrorystów by zabrać się z nimi na miejsce akcji.Orlicz był już bardzo blisko domu Lucyny.Nie spodziewał się jednak tego jak trudne będzie odbicie przyjaciółki żywej.
Morderca przyniósł do domu pani podkomisarz ciemną,dużą walizkę.Szmidt z przerażeniem obserwowała każdy ruch szaleńca.Usiadł on na krześle przy stole i ku przerażeniu Lucyny z tajemniczej walizki wyjął bombę!Jej zegar wskazywał dokładnie 60 minut gdy czas zaczął upływać.:
-Już czas...-powiedział nagle.Jego szyderczy śmiech było słychać w całym domu.Wyjrzał przez okno i zobaczył Orlicza,który wraz z Alexem zmierzał do drzwi.:
-otwierać policja!-Krzyknął Michał.
-Nie odbierzecie mi ich!Ona już na zawsze będzie tylko ze mną!-mówił Psychol.Po tych słowach odszedł od drzwi.
-Jeśli zrobiłeś jej cokolwiek...-zaczął bezsilnie Komisarz.-Wpuść mnie tam bo rozwalę te cholerne drzwi!-Krzyknął zdenerwowany i już chciał wywarzać drzwi gdy nagle spojrzał na Alexa.Pies usiadł przed drzwiami i cicho zaskomlał co oznaczało tylko jedno:ładunek wybuchowy!Na całe szczęście Alex znał dom Lucyny lepiej od Michała i szybko zaprowadził go do tylnego wejścia
.Porywacz w tym czasie złapał Lucynę za gardło i przystawił jej pistolet do głowy.Kiedy Orlicz wszedł do pokoju od razu spostrzegł bombę która teraz już wskazywała 45 minut!:
-Spokojnie...Odkładam broń!-jak powiedział tak zrobił,delikatnym ruchem kładł broń na ziemi.-po prostu zrób to samo...-zaczął negocjować policjant.Bandyta podszedł do Orlicza,kopnął daleko jego broń a sam uderzył komisarza.Lucyna patrzyła na wszystko ze strachem w oczach.Chwila nieuwagi szaleńca sprawiła że Orlicz wytrącił mu broń z ręki i rzucił się na niego.Zaczęli się bić.Michał uderzył mordercę w twarz ten jednak nie był mu dłużny i kopnął go parę razy w żebra.Z ust Orlicza poleciała krew.Potem uderzył go w głowę i rzucił nim o ścianę.Michał upadł na ziemię tuż obok kredensu.Złapał do ręki stojący na nim wazon i uderzył w głowę oprawcę pozbawiając go przytomności.Szybko pobiegł do Lucyny i rozwiązał ją.Zegar na bombie wskazywał 10 minut.Nagle szaleniec odzyskał przytomność i chwycił za pistolet mierząc w stronę Lucyny.Na całe szczęście do akcji wkroczył Alex i ugryzł oprawcę w rękę wytrącając mu pistolet.:
-Alex pilnuj go!-rozkazał Orlicz.Podeszli do bomby.Czas leciał nieubłaganie.Komisarze z przerażeniem patrzyli na bombę.Zegar teraz już pokazywał 2 minuty.:
-który mam przeciąć?Czerwony czy niebieski?-spytał Orlicz spoglądając na Lucynę.
-Zwariowałeś?Nie mam pojęcia!-zaczęła zdenerwowana kobieta.
-w końcu chodzi o twój dom więc...-zażartował.
-Świetny moment na żarty w stylu"Leon"-zdenerwowała się jeszcze bardziej Lucynka.-tnij niebieski!
-Przepraszam Lucynko tym razem cię nie posłucham.-stwierdził Orlicz i w tym momencie przeciął czerwony kabel...
niedziela, 26 lipca 2015
Rozdział 5:Błąd na wagę...życia?
Lucyna po całym dniu bezowocnych poszukiwań jakichkolwiek śladów postanowiła wrócić do domu.Chciała wziąć szybki prysznic,zjeść obiad i wrócić.Michał także pojechał z Alexem.Tylko Rysiu postanowił że zostanie chciał jeszcze chwilę poszperać w papierach.Orlicz wziął Alexa na spacer.To siedzenie przy biurku wcale im nie służyło.Pies wybiegał się za wszystkie czasy.:
-Alex przynieś kij!-wołał wesoło Michał próbując się choć na chwilę odciąć od pracy.Myślami jednak wciąż poszukiwał jakiejś wskazówki.Takie skrzywienie zawodowe.Faktem było że ten psychol wybrał ofiarę samotną ale czy to był jego cel czy przypadek?Jak mają ustrzec kolejną ofiarę?W tym mieście mieszka przecież ponad 700 tys. ludzi!Ta bezsilność nie dawała spokoju żadnemu z policjantów jednak Rysiek znalazł na komendzie coś nowego.Jakiś nowy trop!Michał,Alex i Lucyna w mgnieniu oka przybyli na komisariat.:
-Ryś,co masz?-zaczął szybko Michał gdy tylko przekroczył próg komendy.
-Tylko popatrz.-powiedział podsuwając Orliczowi kartkę.-Jastrzębski i Borowicz.-powiedział wskazując na dwa nazwiska.
-i co?-spytał nie bardzo rozumiejąc o co chodzi przyjacielowi Michał.
-Obaj byli skazywani za zabójstwa swoich partnerek,zostali umieszczeni w psychiatryku i obaj uciekli z niego jakiś tydzień temu.-wytłumaczył Puchała.
-No dobrze ale jaki to ma związek z naszą sprawą?-wtrąciła przysłuchująca się całej rozmowie Lucyna.
-Zostali umieszczeni w zakładzie nie przez przypadek.Jastrzębski w przeszłości zabił trzy swoje partnerki a Borowicz dwie.
-i co myślisz że uciekli i zabili kolejną ofiarę i to w tak chory sposób?-zaczął dość sceptycznie nastawiony do tej teorii Michał-Jak dla mnie dość naciągana teoria ale zawsze coś!Trzeba to sprawdzić.Rysiu ustal gdzie oni teraz są!-zarządził po chwili Orlicz.Niedługo później już byli po "spotkaniach" z Borowiczem i Jastrzębskim.Obaj mieli solidne alibi na czas zabójstwa.Zostali jednak znów umieszczeni w zakładzie psychiatrycznym.Tym razem lepiej strzeżonym.Śledztwo nadal tkwiło w martwym punkcie.Komisarze z łódzkiego wydziału zabójstw wrócili do domów.Dochodziła już 3 w nocy.Jednak myśl że ten psychol może zabić kolejną ofiarę nie dawała spać Michałowi.Alex też niespokojnie kręcił się po pokoju.Nie bez przyczyny!Po chwili zadzwonił telefon.:
-Orlicz słucham.-odebrał Michał szybko podnosząc się z łóżka.-Rozumiem.-westchnął-zaraz będziemy.-dodał po chwili i rozłączył się.-No Alex,niestety mamy zabójstwo.-Powiedział do Alexa i w pośpiechu zaczął się szykować.Niedługo potem już byli na miejscu zbrodni.Było ono usadowione bardzo blisko poprzedniego miejsca.Jednak nikt nie zdawał sobie sprawy z tego że ma to jakiekolwiek znaczenie.Miejsce znów wyglądało identycznie jak poprzednie.Tylko tym razem to był park a z wypisanych liter zniknęło "3O" w jego miejsce pojawiło się na końcu "10S". Znów nóż zakrwawiony i napis na brzuchu ofiary:"TY I TYLKO TY":
-Cześć Leon.I co?-zaczął Michał.Lucyna i Rysiek,którzy przyszli chwilę później także czekali na wieści od patologa.
-Ta sama przyczyna co wtedy:Uduszona,rana nożem zadana pośmiertnie,bez gwałtu. Nie żyje od 5-6 godzin.Nie została zabita tutaj.Więcej po sekcji.-streścił szybko Berger.
-Ofiara to Karolina Zatorska 30 lat.Mieszkała i żyła sama.-dodał Rysiek.
-nasze "2K"-mruknął Michał
-No pięknie...Ten psychol wymorduje pół miasta nim go znajdziemy.-stwierdziła bezsilnie Lucy.Alex szukał jakiś śladów jednak zgubił trop przy wyjściu z parku.Michał i Rysiu pojechali na komendę jednak Lucyna pojechała do domu.Ten dzień wzięła wolny a w końcu już świtało.Orlicz i Puchała jeszcze raz przeanalizowali swoją teorię.Znów cały dzień komisarze spędzili nad papierami.Szukali czegokolwiek.Wieczorem kiedy Rysiek znów już przysypiał nad papierami Michał znalazł coś ważnego.:
-Rysiek!To był błąd!-Krzyknął nagle budząc jednocześnie kolegę.Rysiu zerwał się z miejsca i podszedł do Komisarza.
-Tylko spójrz.Ona nie mieszkała nigdy przy Liliowej 4/2!w tych papierach jest pomyłka Rysiek!-tłumaczył Orlicz.
-Czyli co oznaczają te cyfry?
-Ile dokładnie metrów od poprzedniego zabójstwa znajdowała się Zatorska?-zaczął Michał nerwowo przeglądając papiery.
-Jakieś 180 no na moje oko około 200 ale nie mierzyliśmy tego.
-Ryś!Trzysta metrów od parkingu na którym zamordowano pierwszą ofiarę 3 lata temu zabito kobietę.-mówił jak nakręcony Michał.
-No tak!Nie pisał zer!Chodziło o odległość!-załapał Rysiek.
-Dochodzi druga-powiedział zerkając na zegarek Orlicz.-Szybko ustal co jest 400 metrów od tego miejsca-dodał
-O boże!-przeraził się Rysiek.
-co jest?
-400 metrów od tego miejsca jest...dom Lucyny!-powiedział Rysiek przełykając ślinę.
-Szybko dzwoń do niej,dzwoń!-Krzyknął Orlicz po czym wziął kurtkę z wieszaka i w bardzo szybkim tempie wraz z Alexem wyszli z komendy.W tym czasie Rysiek połączył się z Lucyną.Nieświadoma zagrożenia Lucyna odebrała spokojnie się odwracając.:
-Co Rysiu?-zaczęła jednak nie zdążyła powiedzieć nic więcej bo połączenie się urwało...
-Alex przynieś kij!-wołał wesoło Michał próbując się choć na chwilę odciąć od pracy.Myślami jednak wciąż poszukiwał jakiejś wskazówki.Takie skrzywienie zawodowe.Faktem było że ten psychol wybrał ofiarę samotną ale czy to był jego cel czy przypadek?Jak mają ustrzec kolejną ofiarę?W tym mieście mieszka przecież ponad 700 tys. ludzi!Ta bezsilność nie dawała spokoju żadnemu z policjantów jednak Rysiek znalazł na komendzie coś nowego.Jakiś nowy trop!Michał,Alex i Lucyna w mgnieniu oka przybyli na komisariat.:
-Ryś,co masz?-zaczął szybko Michał gdy tylko przekroczył próg komendy.
-Tylko popatrz.-powiedział podsuwając Orliczowi kartkę.-Jastrzębski i Borowicz.-powiedział wskazując na dwa nazwiska.
-i co?-spytał nie bardzo rozumiejąc o co chodzi przyjacielowi Michał.
-Obaj byli skazywani za zabójstwa swoich partnerek,zostali umieszczeni w psychiatryku i obaj uciekli z niego jakiś tydzień temu.-wytłumaczył Puchała.
-No dobrze ale jaki to ma związek z naszą sprawą?-wtrąciła przysłuchująca się całej rozmowie Lucyna.
-Zostali umieszczeni w zakładzie nie przez przypadek.Jastrzębski w przeszłości zabił trzy swoje partnerki a Borowicz dwie.
-i co myślisz że uciekli i zabili kolejną ofiarę i to w tak chory sposób?-zaczął dość sceptycznie nastawiony do tej teorii Michał-Jak dla mnie dość naciągana teoria ale zawsze coś!Trzeba to sprawdzić.Rysiu ustal gdzie oni teraz są!-zarządził po chwili Orlicz.Niedługo później już byli po "spotkaniach" z Borowiczem i Jastrzębskim.Obaj mieli solidne alibi na czas zabójstwa.Zostali jednak znów umieszczeni w zakładzie psychiatrycznym.Tym razem lepiej strzeżonym.Śledztwo nadal tkwiło w martwym punkcie.Komisarze z łódzkiego wydziału zabójstw wrócili do domów.Dochodziła już 3 w nocy.Jednak myśl że ten psychol może zabić kolejną ofiarę nie dawała spać Michałowi.Alex też niespokojnie kręcił się po pokoju.Nie bez przyczyny!Po chwili zadzwonił telefon.:
-Orlicz słucham.-odebrał Michał szybko podnosząc się z łóżka.-Rozumiem.-westchnął-zaraz będziemy.-dodał po chwili i rozłączył się.-No Alex,niestety mamy zabójstwo.-Powiedział do Alexa i w pośpiechu zaczął się szykować.Niedługo potem już byli na miejscu zbrodni.Było ono usadowione bardzo blisko poprzedniego miejsca.Jednak nikt nie zdawał sobie sprawy z tego że ma to jakiekolwiek znaczenie.Miejsce znów wyglądało identycznie jak poprzednie.Tylko tym razem to był park a z wypisanych liter zniknęło "3O" w jego miejsce pojawiło się na końcu "10S". Znów nóż zakrwawiony i napis na brzuchu ofiary:"TY I TYLKO TY":
-Cześć Leon.I co?-zaczął Michał.Lucyna i Rysiek,którzy przyszli chwilę później także czekali na wieści od patologa.
-Ta sama przyczyna co wtedy:Uduszona,rana nożem zadana pośmiertnie,bez gwałtu. Nie żyje od 5-6 godzin.Nie została zabita tutaj.Więcej po sekcji.-streścił szybko Berger.
-Ofiara to Karolina Zatorska 30 lat.Mieszkała i żyła sama.-dodał Rysiek.
-nasze "2K"-mruknął Michał
-No pięknie...Ten psychol wymorduje pół miasta nim go znajdziemy.-stwierdziła bezsilnie Lucy.Alex szukał jakiś śladów jednak zgubił trop przy wyjściu z parku.Michał i Rysiu pojechali na komendę jednak Lucyna pojechała do domu.Ten dzień wzięła wolny a w końcu już świtało.Orlicz i Puchała jeszcze raz przeanalizowali swoją teorię.Znów cały dzień komisarze spędzili nad papierami.Szukali czegokolwiek.Wieczorem kiedy Rysiek znów już przysypiał nad papierami Michał znalazł coś ważnego.:
-Rysiek!To był błąd!-Krzyknął nagle budząc jednocześnie kolegę.Rysiu zerwał się z miejsca i podszedł do Komisarza.
-Tylko spójrz.Ona nie mieszkała nigdy przy Liliowej 4/2!w tych papierach jest pomyłka Rysiek!-tłumaczył Orlicz.
-Czyli co oznaczają te cyfry?
-Ile dokładnie metrów od poprzedniego zabójstwa znajdowała się Zatorska?-zaczął Michał nerwowo przeglądając papiery.
-Jakieś 180 no na moje oko około 200 ale nie mierzyliśmy tego.
-Ryś!Trzysta metrów od parkingu na którym zamordowano pierwszą ofiarę 3 lata temu zabito kobietę.-mówił jak nakręcony Michał.
-No tak!Nie pisał zer!Chodziło o odległość!-załapał Rysiek.
-Dochodzi druga-powiedział zerkając na zegarek Orlicz.-Szybko ustal co jest 400 metrów od tego miejsca-dodał
-O boże!-przeraził się Rysiek.
-co jest?
-400 metrów od tego miejsca jest...dom Lucyny!-powiedział Rysiek przełykając ślinę.
-Szybko dzwoń do niej,dzwoń!-Krzyknął Orlicz po czym wziął kurtkę z wieszaka i w bardzo szybkim tempie wraz z Alexem wyszli z komendy.W tym czasie Rysiek połączył się z Lucyną.Nieświadoma zagrożenia Lucyna odebrała spokojnie się odwracając.:
-Co Rysiu?-zaczęła jednak nie zdążyła powiedzieć nic więcej bo połączenie się urwało...
piątek, 24 lipca 2015
Rozdział 4:Ty i tylko ty.
Nocą kiedy miasto powoli układało się do snu ,a ciemność co raz bardziej ogarniała każdy zakamarek, do życia budziła się "zła" strona Łodzi.Wśród nocy bandyci zawsze mają większe pole do popisu.Mieszkańcy Łodzi nawet nie zdawali sobie sprawy z tego jak wiele złego wydarza się co noc w ich ukochanym i pięknym mieście.Nie wszyscy jednak byli uśpieni.Czujności komisarzy z Łódzkiej komendy nikt nie był w stanie uśpić.Wyrwani w środku nocy ze snu pojawili się na miejscu zabójstwa bardzo szybko.Dobrze znali to miejsce.Stary parking przy Ogrodowej 21, jednak tym razem wyglądał zupełnie inaczej.Beton oblany białą farbą.Obok tą samą farbą wypisane jakieś nieskładne choć ponumerowane litery:"3O","2K","4L","6J",7B","8M". Po środku parkingu w kałuży krwi leżało ciało młodej kobiety.Obok niej leżał zakrwawiony nóż.Na jej brzuchu widniał czarnym markerem wypisany napis:"TY I TYLKO TY". Michał dokładnie przyglądał się miejscu zbrodni.Po chwili zapytał:
-Leon,co mamy?
-Już od dwóch godzin piątek trzynastego.-zażartował jak zawsze Leon.
-Dla tej pani był pechowy.-stwierdziła Lucyna.
-Nie zbyt,zginęła jakieś 6 godzin temu.-wytłumaczył patolog.
-Oliwia Konarska.28 lat-dodała Lucyna po przeczytaniu dokumentów ofiary.
-I nikt niczego nie zauważył przez 6 godzin?-zdziwił się Rysiu.
-Ona nie została zamordowana tutaj.Ktoś ją tu przyniósł.Są ewidentne ślady ciągnięcia.Poza tym nie zginęła od ciosu nożem.Została uduszona,cios zadano jej pośmiertnie.-Leon dokończył i zaczął pakować swoje rzeczy.
-To jakiś psychol..-stwierdziła z lekkim przerażeniem w głosie Lucyna.
-Więc uważaj Lucynko bo jak się taki zakocha..-zaczął ze swoim jak zawsze czarnym humorem Leon.
-Leon!-powiedzieli razem Rysiu i Michał.Patrząc wymownie na Patologa.
-Spokojnie żartowałem.Arrivederci,Do następnego trupa.-dodał na odchodne Berger. Michał podszedł do Alexa,który węszył już na miejscu zbrodni.:
-I co psiaku,masz coś?-spytał bezsilnie mimo że wiedział że pies i tak nic nie znalazł.Wszystkie ślady były starannie zatarte.Policjanci udali się na komendę by w spokoju móc dedukować.Michał chodził po pokoju,Alex leżał na swoim posłaniu a Puchała przysypiał przy swoim biurku.Nagle Orlicz uderzył w biurko aspiranta budząc go:
-Rysiek!Skup się.-pouczył kolegę.
-Przepraszam-powiedział zaspanym głosem przecierając oczy.
-sorry chłopaki ale ja też nie daję już rady.-powiedziała także zmęczona Lucy po czym wstała z miejsca-idę po kawę chce ktoś?-spytała-Rysiu?
-Tak,chętnie.-powiedział znów przymykając oczy.
-Michał?
-Nie dzięki,wypiłem już chyba z 10.
-Czyli co mamy..?Mamy ofiarę,napis i te dziwne litery...właśnie co one mogą oznaczać...-mruczał Michał.Po chwili usiadł na krześle.
-Myślisz że w tym szaleństwie jest jakiś sens?-spytała Lucyna,która właśnie wróciła z kawą.
-Mam taką nadzieję...-westchnął bezsilnie Michał.
-być może to O mogło oznaczać ulicę.-zaczęła Lucyna
-Ogrodowa?ale wtedy co oznaczałby ten numer?
-Albo imię ofiary.-zabłysnął Rysiek
-No tak!-zerwał się Orlicz i zaczął przebierać w papierach.-Ona mieszkała przy Klonowej 2 przez 3.
-Ale co oznaczają inne litery?-zastanowił się Rysiek.
-Może jeszcze do nikogo nie są przypisane...-wtrącił z lekkim strachem w głosie Michał.
-Kolejne ofiary?-Lucyna z niepokojem spojrzała na Orlicza.Policjanci nie wiedzieli wtedy jeszcze że ich dedukcja wpadła w pewną pułapkę psychologiczną a niebezpieczeństwo będzie czyhać na jednego z nich już niedługo...
-Leon,co mamy?
-Już od dwóch godzin piątek trzynastego.-zażartował jak zawsze Leon.
-Dla tej pani był pechowy.-stwierdziła Lucyna.
-Nie zbyt,zginęła jakieś 6 godzin temu.-wytłumaczył patolog.
-Oliwia Konarska.28 lat-dodała Lucyna po przeczytaniu dokumentów ofiary.
-I nikt niczego nie zauważył przez 6 godzin?-zdziwił się Rysiu.
-Ona nie została zamordowana tutaj.Ktoś ją tu przyniósł.Są ewidentne ślady ciągnięcia.Poza tym nie zginęła od ciosu nożem.Została uduszona,cios zadano jej pośmiertnie.-Leon dokończył i zaczął pakować swoje rzeczy.
-To jakiś psychol..-stwierdziła z lekkim przerażeniem w głosie Lucyna.
-Więc uważaj Lucynko bo jak się taki zakocha..-zaczął ze swoim jak zawsze czarnym humorem Leon.
-Leon!-powiedzieli razem Rysiu i Michał.Patrząc wymownie na Patologa.
-Spokojnie żartowałem.Arrivederci,Do następnego trupa.-dodał na odchodne Berger. Michał podszedł do Alexa,który węszył już na miejscu zbrodni.:
-I co psiaku,masz coś?-spytał bezsilnie mimo że wiedział że pies i tak nic nie znalazł.Wszystkie ślady były starannie zatarte.Policjanci udali się na komendę by w spokoju móc dedukować.Michał chodził po pokoju,Alex leżał na swoim posłaniu a Puchała przysypiał przy swoim biurku.Nagle Orlicz uderzył w biurko aspiranta budząc go:
-Rysiek!Skup się.-pouczył kolegę.
-Przepraszam-powiedział zaspanym głosem przecierając oczy.
-sorry chłopaki ale ja też nie daję już rady.-powiedziała także zmęczona Lucy po czym wstała z miejsca-idę po kawę chce ktoś?-spytała-Rysiu?
-Tak,chętnie.-powiedział znów przymykając oczy.
-Michał?
-Nie dzięki,wypiłem już chyba z 10.
-Czyli co mamy..?Mamy ofiarę,napis i te dziwne litery...właśnie co one mogą oznaczać...-mruczał Michał.Po chwili usiadł na krześle.
-Myślisz że w tym szaleństwie jest jakiś sens?-spytała Lucyna,która właśnie wróciła z kawą.
-Mam taką nadzieję...-westchnął bezsilnie Michał.
-być może to O mogło oznaczać ulicę.-zaczęła Lucyna
-Ogrodowa?ale wtedy co oznaczałby ten numer?
-Albo imię ofiary.-zabłysnął Rysiek
-No tak!-zerwał się Orlicz i zaczął przebierać w papierach.-Ona mieszkała przy Klonowej 2 przez 3.
-Ale co oznaczają inne litery?-zastanowił się Rysiek.
-Może jeszcze do nikogo nie są przypisane...-wtrącił z lekkim strachem w głosie Michał.
-Kolejne ofiary?-Lucyna z niepokojem spojrzała na Orlicza.Policjanci nie wiedzieli wtedy jeszcze że ich dedukcja wpadła w pewną pułapkę psychologiczną a niebezpieczeństwo będzie czyhać na jednego z nich już niedługo...
środa, 22 lipca 2015
Rozdział 3:Granica.
Teraz już wszystko ułożyło mu się w całość.Michał od początku intensywnie szukał dowodów na kontakty zabitego z mafią.Był pewien że to oni stoją za tym zabójstwem.Po tym tajemniczym telefonie nie miał już żadnych wątpliwości.:
-Alex,jedziesz ze mną?-spytał zakładając kurtkę.Pies jednak nie poszedł do drzwi.Sam nie wiedział co robić.Jeszcze nie do końca ufał Michałowi.Wspólny posiłek,sen,zabawa to jeszcze za mało by sobie ufać.Chyba...
-Alex jedziesz czy zostajesz?-zniecierpliwił się Michał.Pies ostatecznie poszedł w kierunku drzwi.Już po 20 minutach znaleźli się na rogu ulicy Bocznej.Tam czekała już na nich Lucyna.Gdy zobaczyła Alexa siedzącego w samochodzie ucieszyła się.:
-Alex!Piesku,tak się cieszę że wróciłeś do nas.-powiedziała głaszcząc psa. Michał wysiadł z auta i podszedł do Lucyny.
-dlaczego nie wezwiesz wsparcia?On może być niebezpieczny!-powiedziała na przywitanie z Michałem i automatycznie jej dobry humor zniknął.
-Chcę uniknąć zbędnej strzelaniny.To chyba rozsądniejsze.-Próbował wytłumaczyć Michał.
-raczej nieodpowiedzialne.-stwierdziła ironicznie.
-Jeśli nie chcesz możesz zostać tu!-zirytował się Komisarz.
-Nie myśl że się boję!Idziemy!-zarządziła.Orlicz tylko lekko się uśmiechnął i poszedł w stronę samochodu.Wypuścił Alexa i wyciągnął z auta tajemniczą walizkę.Potem podążyli razem w stronę domu-twierdzy "Rudego.:
-Kto tam?-odezwał się gruby głos w domofonie.
-Policja,proszę otworzyć!-zakomunikował Michał.
-Na jakiej podstawie?
-Mamy nakaz aresztowania Pana Karola Rylskiego.-dodał Michał i po chwili furtka otworzyła się.Orlicz wiedział że nie będzie to proste aresztowanie i postanowił jednak wezwać antyterrorystów.Po chwili weszli do domu.Tam w wielkim salonie, w wygodnych,czarnych,skórzanych fotelach siedzieli "Rudy" wraz ze swoim prawnikiem. Opary jego pewności siebie aż unosiły się po pokoju.:
-Mam nadzieję że to jakaś ważna sprawa.-zakpił "Rudy".
-Najważniejsza:zabójstwo Łukasza Bednarskiego!-powiedziała Lucyna.
-Jakie zabójstwo?Ja nie mam nic wspólnego z żadnym zabójstwem.-kpił
-dowody mówią coś innego.-stwierdził Komisarz.
-Czymże są wasze dowody..-Wtrącił prawnik gangstera i wstał z miejsca.Jednak Michał tylko na to czekał.Wyjął z walizki wszystkie dowody.Prawnik czytając kartki tylko co raz bardziej się pocił."Rudy" nerwowo zaczął chodzić po pokoju.:
-Proszę wziąć stąd tego psa!mam uczulenie.-Powiedział do Lucyny.Ona wyprowadziła Alexa za drzwi.Prawnik podszedł do gangstera,wziął go do przedpokoju i szepnął mu coś na ucho.Chwila nieuwagi sprawiła że Rylski wyciągnął broń i strzelił w stronę stojącej tyłem Lucyny:
-uważaj!-Krzyknął Orlicz i rzucił się między Lucynę a lecącą w jej stronę kulę.Alex który stał na zewnątrz słysząc strzały wybił szybę i skoczył na gangstera.Po chwili weszli antyterroryści.Lucyna szybko podbiegła do Michała leżącego na ziemi:
-Michał,nic ci nie jest?-pytała przerażona.
-A jednak mogę być jednym z was?-zażartował mimo że odczuwał ból.
-Michał do cholery!Nie żartuj.-powiedziała po raz pierwszy miłym choć pełnym niepokoju głosem.
-Spokojnie to tylko ręka...-uspokoił kobietę.Niedługo potem przyjechała karetka.Wieczorem Lucyna czekała wraz z Alexem na Michała przed szpitalem.Kiedy wyszedł był dość wesoły:
-i jak?-spytała Lucy.
-Prawie Ok.-powiedział i tajemniczo się uśmiechnął.
-Prawie?-zaniepokoiła się Pani podkomisarz.
-Nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie.Mam jakieś szanse czy może mam szukać innego komisariatu?-zapytał z lekkim uśmiechem.
-są pewne granice i...-zaczęła dość nieskładnie.-Ty dziś przekroczyłeś granicę i wszedłeś do naszego zespołu...Dziękuję.-Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie dając do zrozumienia że chce się pogodzić.-Przepraszam za moje zachowanie.Przepraszam za wszystko..-mówiła lekko zawstydzona.-Ja...Ta śmierć Ma...-Lucyna chciała się usprawiedliwić,chciała zacząć ten smutny temat ale nie miała na to siły.Michał przerwał jej:
-Nie tłumacz się.Kiedyś przyjdzie czas na szczerość..Jeszcze nie teraz...-powiedział pełnym zrozumienia głosem.-dziś możesz odwieźć nas do domu.-dodał z uśmiechem.Lucyna tylko przytaknęła i wszyscy razem poszli do samochodu.
-Alex,jedziesz ze mną?-spytał zakładając kurtkę.Pies jednak nie poszedł do drzwi.Sam nie wiedział co robić.Jeszcze nie do końca ufał Michałowi.Wspólny posiłek,sen,zabawa to jeszcze za mało by sobie ufać.Chyba...
-Alex jedziesz czy zostajesz?-zniecierpliwił się Michał.Pies ostatecznie poszedł w kierunku drzwi.Już po 20 minutach znaleźli się na rogu ulicy Bocznej.Tam czekała już na nich Lucyna.Gdy zobaczyła Alexa siedzącego w samochodzie ucieszyła się.:
-Alex!Piesku,tak się cieszę że wróciłeś do nas.-powiedziała głaszcząc psa. Michał wysiadł z auta i podszedł do Lucyny.
-dlaczego nie wezwiesz wsparcia?On może być niebezpieczny!-powiedziała na przywitanie z Michałem i automatycznie jej dobry humor zniknął.
-Chcę uniknąć zbędnej strzelaniny.To chyba rozsądniejsze.-Próbował wytłumaczyć Michał.
-raczej nieodpowiedzialne.-stwierdziła ironicznie.
-Jeśli nie chcesz możesz zostać tu!-zirytował się Komisarz.
-Nie myśl że się boję!Idziemy!-zarządziła.Orlicz tylko lekko się uśmiechnął i poszedł w stronę samochodu.Wypuścił Alexa i wyciągnął z auta tajemniczą walizkę.Potem podążyli razem w stronę domu-twierdzy "Rudego.:
-Kto tam?-odezwał się gruby głos w domofonie.
-Policja,proszę otworzyć!-zakomunikował Michał.
-Na jakiej podstawie?
-Mamy nakaz aresztowania Pana Karola Rylskiego.-dodał Michał i po chwili furtka otworzyła się.Orlicz wiedział że nie będzie to proste aresztowanie i postanowił jednak wezwać antyterrorystów.Po chwili weszli do domu.Tam w wielkim salonie, w wygodnych,czarnych,skórzanych fotelach siedzieli "Rudy" wraz ze swoim prawnikiem. Opary jego pewności siebie aż unosiły się po pokoju.:
-Mam nadzieję że to jakaś ważna sprawa.-zakpił "Rudy".
-Najważniejsza:zabójstwo Łukasza Bednarskiego!-powiedziała Lucyna.
-Jakie zabójstwo?Ja nie mam nic wspólnego z żadnym zabójstwem.-kpił
-dowody mówią coś innego.-stwierdził Komisarz.
-Czymże są wasze dowody..-Wtrącił prawnik gangstera i wstał z miejsca.Jednak Michał tylko na to czekał.Wyjął z walizki wszystkie dowody.Prawnik czytając kartki tylko co raz bardziej się pocił."Rudy" nerwowo zaczął chodzić po pokoju.:
-Proszę wziąć stąd tego psa!mam uczulenie.-Powiedział do Lucyny.Ona wyprowadziła Alexa za drzwi.Prawnik podszedł do gangstera,wziął go do przedpokoju i szepnął mu coś na ucho.Chwila nieuwagi sprawiła że Rylski wyciągnął broń i strzelił w stronę stojącej tyłem Lucyny:
-uważaj!-Krzyknął Orlicz i rzucił się między Lucynę a lecącą w jej stronę kulę.Alex który stał na zewnątrz słysząc strzały wybił szybę i skoczył na gangstera.Po chwili weszli antyterroryści.Lucyna szybko podbiegła do Michała leżącego na ziemi:
-Michał,nic ci nie jest?-pytała przerażona.
-A jednak mogę być jednym z was?-zażartował mimo że odczuwał ból.
-Michał do cholery!Nie żartuj.-powiedziała po raz pierwszy miłym choć pełnym niepokoju głosem.
-Spokojnie to tylko ręka...-uspokoił kobietę.Niedługo potem przyjechała karetka.Wieczorem Lucyna czekała wraz z Alexem na Michała przed szpitalem.Kiedy wyszedł był dość wesoły:
-i jak?-spytała Lucy.
-Prawie Ok.-powiedział i tajemniczo się uśmiechnął.
-Prawie?-zaniepokoiła się Pani podkomisarz.
-Nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie.Mam jakieś szanse czy może mam szukać innego komisariatu?-zapytał z lekkim uśmiechem.
-są pewne granice i...-zaczęła dość nieskładnie.-Ty dziś przekroczyłeś granicę i wszedłeś do naszego zespołu...Dziękuję.-Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie dając do zrozumienia że chce się pogodzić.-Przepraszam za moje zachowanie.Przepraszam za wszystko..-mówiła lekko zawstydzona.-Ja...Ta śmierć Ma...-Lucyna chciała się usprawiedliwić,chciała zacząć ten smutny temat ale nie miała na to siły.Michał przerwał jej:
-Nie tłumacz się.Kiedyś przyjdzie czas na szczerość..Jeszcze nie teraz...-powiedział pełnym zrozumienia głosem.-dziś możesz odwieźć nas do domu.-dodał z uśmiechem.Lucyna tylko przytaknęła i wszyscy razem poszli do samochodu.
wtorek, 21 lipca 2015
Rozdział 2:Trudne początki.
Kiedy Orlicz wyszedł od narzeczonej ofiary wrócił na komendę.Panowała tam bardzo napięta atmosfera.Wszedł do pokoju gdzie siedzieli Lucyna i Rysiek.Od razu zauważył że przerwał jakąś rozmowę.Odwiesił tylko kurtę na wieszak i przeszedł do sprawy:
-Dziewczyna ofiary była zbyt roztrzęsiona by coś zeznać.Jej matka obiecała że później przyjedzie z nią na komendę.-zaczął stając przy biurku.
-Nie musisz się nam tłumaczyć!-znów niemiłym tonem zaczęła Lucy.
-Możesz mi powiedzieć o co tak właściwie ci chodzi?-Spytał w końcu Michał.
-Mi o nic!a właściwie o coś!O ciebie!-mówiła poirytowana.-Przyjeżdżasz tu i myślisz że zastąpisz Marka?Nigdy nie będziesz jednym z nas!-Krzyknęła i wyszła z biura.Michał usiadł przy biurku.Wiedział że będzie ciężko.Początki zawsze są trudne ale czegoś takiego się nie spodziewał.Ona skreśliła go już na samym początku.:
-Ona wcale tak nie myśli...-Rysiek próbował załagodzić sytuację.
-odniosłem inne wrażenie-mruknął Michał
-Jej naprawdę jest bardzo ciężko...Marek..zginął tak niedawno a do tego jeszcze sytuacja z Alexem...-tłumaczył Rysiek.
-Alexem?-spytał z zaciekawieniem Orlicz.
-Alex to pies Marka.Byli najlepszymi kumplami.A teraz:Nie je,nie śpi.Biedak...jeszcze trochę i się wykończy...-mówił smutnym głosem Puchała.Michał słuchał tej historii z wielkim zaciekawieniem,Rysiu opowiadał o sprawie jednak Orlicz był tak poruszony historią psa że wcale nie słuchał kolegi.:
-Ryś,gdzie teraz jest ten pies?
-W domu Marka.Wciąż tęskni i...
-Moglibyśmy tam pojechać?-spytał dość niespodziewanie.
-jasne niedługo do niego jadę.Możesz jechać ze mną.-Powiedział Rysiu.Później skończyli przesłuchiwać dziewczynę ofiary.Kobieta zeznała że jej chłopak miał problemy z gangsterami.Nie uzyskali jednak żadnych nazwisk.Pojechali do domu Marka.Nie spodziewanie Alex nie był sam.W mieszkaniu zastali Lucy:
-Co on tu robi?-spytała znów wściekle.
-Spokojnie Lucy!-Zaczął Rysiek
-Chciałem poznać wszystkich pracowników komendy także Alexa.-usprawiedliwił się Michał i spojrzał na Lucynę spokojnym wzrokiem.Potem podszedł do Alexa.Wyjął z kieszeni ciastko:
-zjesz?-zapytał.Alex niespodziewanie wstał i zjadł ciastko.Po chwili zaczął szarpać buty Michała.
-Chcesz żebym zdjął buty?
-Nie.żebyś został...-powiedział zdziwiony Rysiu.Zachowanie Alexa także wprawiło Lucynkę w osłupienie.
-Ok.Zostanę.-powiedział Michał i po chwili spojrzał w stronę Lucyny:-Mogę?-spytał
-Skoro Alex zaprosił.-powiedziała obojętnym tonem.Zaczęła zbierać się do wyjścia.Rysiek także już wychodził.
-do jutra!-powiedział zadowolony Rysiu i nim Orlicz zdążył coś powiedzieć,wyszedł z domu.Wraz z Lucyną.
-To co Alex przesuniesz się?-powiedział kładąc się obok psa.Ranek przyszedł szybko.Michał i Alex obudzili się wcześnie.Michał czuł się jakby zszedł z ringu.Sen na podłodze mu nie służył:
-następnym razem śpimy w łóżku.-zaśmiał się Michał.-Alex przyniesiesz mi buty?
Alex posłusznie poszedł.Do Michała nagle zadzwonił telefon:
-Orlicz słucham..-odebrał
-Bednarskiego zabił "Rudy".-po tych słowach połączenie urwało się.Zdezorientowany Michał szybko zadzwonił do Ryśka.Jednak okazało się że Rysiek zachorował i nie będzie go w pracy.Orlicz zadzwonił do Lucyny:
-Musimy namierzyć "Rudego" tego gangstera.On prawdopodobnie urywa się na Bocznej.To on zabił Bednarskiego.-zakomunikował
-Dlaczego ja?A Rysiu?-spytała.Nie chciała jechać z Orliczem.Traktowała go jak wroga.
-Ryś jest chory a to ważne.Poza tym może wspólna praca polepszy nasze relacje?
-Ok.będę na Bocznej za 20 minut.-powiedziała i szybko się rozłączyła-Polepszy?zapomnij!-dodała po chwili.Nie wiedziała jednak jakie okoliczności będą towarzyszyć temu "zwykłemu" aresztowaniu...
Rozdział 1:Coś się kończy,coś zaczyna...
Aleks leżał na ziemi w mieszkaniu,w którym jeszcze nie dawno mieszkał razem ze swoim przyjacielem:Markiem.Jego smutne oczy już od tygodnia nie zaznały odpoczynku.Obok niego leżała miska,która codziennie aż po brzegi wypełniona była różnymi smakołykami.Jednak jego nawet to nie interesowało.Biedak wciąż czekał na powrót swojego ukochanego partnera.Nagle do pomieszczenia weszła Lucyna.Znów w ręku trzymała smakołyk dla Alexa.Pies nawet na nią nie spojrzał:
-Alex..-odezwała się delikatnym głosem-Proszę zjedz..-błagała.
Pies wciąż nie reagował.
-Alex.-zaczęła,znów siadając obok psa.Tym razem psi detektyw spojrzał na kobietę smutnymi oczami.-Wiem że ci ciężko..Nie tylko tobie.Marek...chciałabym żeby tu był...-powiedziała a po jej policzku spłynęła jedna mała łza.Później tylko przytuliła się do Alexa i zatopiła swoją twarz w jego sierści.Po chwili otarła łzę i szybko wstała z podłogi:
-Alex ja dziś już muszę iść do pracy.Mój urlop się skończył ale wieczorem wpadnie do ciebie Rysiu.-mówiła łamiącym się głosem.-Trzymaj się Alex.-dodała biorąc swoją kurtkę po czym zatrzasnęła drzwi od domu...
20 minut później dotarła na komendę.Bała się tam wejść.Myślami już widziała te pełne współczucia spojrzenia.To dobijało jeszcze bardziej.Jednak wiedziała że musi przekroczyć ten próg.Chciała mieć to już za sobą.Gdy weszła do biura próbowała udawać twardą.Jednak kiedy poszła w głąb i zobaczyła puste biurko Marka emocje wzięły górę.Znów szybko otarła łzę,by nie zauważył jej siedzący obok Rysiek:
-Hej Rysiu!-Krzyknęła udawanym wesołym tonem.
-Cześć.-mruknął Rysiek.-Lucyna muszę ci coś powiedzieć.Usiądź.-powiedział pełnym powagi głosem wskazując na krzesło.Lucyna usiadła.-Dzisiaj a właściwie za chwilę przyjedzie do nas...zastępca Marka i...
-Co?Jak ty możesz tak mówić?-Oburzyła się podkomisarz wstając z krzesła.-Nikt nie będzie zastępcą Marka nikt!-Krzyknęła i choć Rysiek próbował ją powstrzymać,ona szybkim krokiem wyszła z biura.Po drodze potrąciła ramieniem jakiegoś ciemnowłosego mężczyznę jednak była tak roztrzęsiona że nawet nie zauważyła że jest obcy.Mężczyzna ubrany w brązową kurtkę,adidasy i trzymający w ręku karton przekroczył próg pokoju Rysia:
-Dzień dobry.Czy to wydział zabójstw?-Zapytał grzecznym głosem
-Tak a pan...?
-Komisarz Michał Orlicz,mam tutaj pracować.
-Ryszard Puchała.-Powiedział aspirant wstając z miejsca i podał mu swoją dłoń na przywitanie.
-Mogę gdzieś zostawić rzeczy?-zapytał delikatnie się uśmiechając.Rysiek spojrzał na niego przez chwilę dziwnym wzrokiem po czym wskazał na biurko Marka:
-Tam-mruknął chłodno.
Michał zdjął kurtkę i zaczął rozpakowywać swoje rzeczy.Nagle zadzwonił telefon Ryśka.Po chwili rozmowy krzyknął do Orlicza:
-Mamy zabójstwo nad rzeką!-i pospiesznie wyszedł z pokoju a za nim Komisarz.
Na Miejscu zabójstwa był już Patolog Leon obok niego stała Lucyna.Zdziwiła się widząc obok Rysia obcego faceta:
-a cóż to za nowa twarz?-zauważył szybko Berger.
-Michał Orlicz.-przedstawił się
-Podkomisarz Lucyna Szmidt-szybko wtrąciła Lucyna.
-Leon Berger.-powiedział po chwili patolog.-To ty zastąpisz Marka?-dodał dość niezręcznie Leon.Lucyna słysząc te słowa.Znów poczuła uczucie bólu.Michał nieco się speszył widząc spojrzenia nowych współpracowników.
-ta-uciął szybko.-co mamy?
-zamordowany to Łukasz Bednarski.Lat 21.Zginął od strzału w tył głowy.Prawdopodobnie ktoś wrzucił go do rzeki z tego mostu.-Szybko poinformował Leon.-Czas zgonu około pierwsza w nocy.-dodał odchodząc
-Jakieś ślady?
-To raczej wygląda na egzekucję.-Zauważył Rysiu.-Trzeba przesłuchać jego dziewczynę.Anna Biernacka.Mieszka na Akacjowej.
-To kto tam jedzie?
-Sam sobie decyduj,Szefie!-powiedziała ironicznie Lucyna.Nie chciała akceptować "nowego".
-Dobrze ja tam pojadę wy jedźcie do biura.-zarządził Michał i szybko udał się do samochodu.
-Lucuś,Nie musisz być taka..-powiedział Puchała.
-Proszę cię!
-To nie jego wina.On tylko przyszedł na zastępstwo-bronił Rysiu.
-On nigdy nie zastąpi Marka,Nigdy!-Dodała Lucy na odchodne.
-Alex..-odezwała się delikatnym głosem-Proszę zjedz..-błagała.
Pies wciąż nie reagował.
-Alex.-zaczęła,znów siadając obok psa.Tym razem psi detektyw spojrzał na kobietę smutnymi oczami.-Wiem że ci ciężko..Nie tylko tobie.Marek...chciałabym żeby tu był...-powiedziała a po jej policzku spłynęła jedna mała łza.Później tylko przytuliła się do Alexa i zatopiła swoją twarz w jego sierści.Po chwili otarła łzę i szybko wstała z podłogi:
-Alex ja dziś już muszę iść do pracy.Mój urlop się skończył ale wieczorem wpadnie do ciebie Rysiu.-mówiła łamiącym się głosem.-Trzymaj się Alex.-dodała biorąc swoją kurtkę po czym zatrzasnęła drzwi od domu...
20 minut później dotarła na komendę.Bała się tam wejść.Myślami już widziała te pełne współczucia spojrzenia.To dobijało jeszcze bardziej.Jednak wiedziała że musi przekroczyć ten próg.Chciała mieć to już za sobą.Gdy weszła do biura próbowała udawać twardą.Jednak kiedy poszła w głąb i zobaczyła puste biurko Marka emocje wzięły górę.Znów szybko otarła łzę,by nie zauważył jej siedzący obok Rysiek:
-Hej Rysiu!-Krzyknęła udawanym wesołym tonem.
-Cześć.-mruknął Rysiek.-Lucyna muszę ci coś powiedzieć.Usiądź.-powiedział pełnym powagi głosem wskazując na krzesło.Lucyna usiadła.-Dzisiaj a właściwie za chwilę przyjedzie do nas...zastępca Marka i...
-Co?Jak ty możesz tak mówić?-Oburzyła się podkomisarz wstając z krzesła.-Nikt nie będzie zastępcą Marka nikt!-Krzyknęła i choć Rysiek próbował ją powstrzymać,ona szybkim krokiem wyszła z biura.Po drodze potrąciła ramieniem jakiegoś ciemnowłosego mężczyznę jednak była tak roztrzęsiona że nawet nie zauważyła że jest obcy.Mężczyzna ubrany w brązową kurtkę,adidasy i trzymający w ręku karton przekroczył próg pokoju Rysia:
-Dzień dobry.Czy to wydział zabójstw?-Zapytał grzecznym głosem
-Tak a pan...?
-Komisarz Michał Orlicz,mam tutaj pracować.
-Ryszard Puchała.-Powiedział aspirant wstając z miejsca i podał mu swoją dłoń na przywitanie.
-Mogę gdzieś zostawić rzeczy?-zapytał delikatnie się uśmiechając.Rysiek spojrzał na niego przez chwilę dziwnym wzrokiem po czym wskazał na biurko Marka:
-Tam-mruknął chłodno.
Michał zdjął kurtkę i zaczął rozpakowywać swoje rzeczy.Nagle zadzwonił telefon Ryśka.Po chwili rozmowy krzyknął do Orlicza:
-Mamy zabójstwo nad rzeką!-i pospiesznie wyszedł z pokoju a za nim Komisarz.
Na Miejscu zabójstwa był już Patolog Leon obok niego stała Lucyna.Zdziwiła się widząc obok Rysia obcego faceta:
-a cóż to za nowa twarz?-zauważył szybko Berger.
-Michał Orlicz.-przedstawił się
-Podkomisarz Lucyna Szmidt-szybko wtrąciła Lucyna.
-Leon Berger.-powiedział po chwili patolog.-To ty zastąpisz Marka?-dodał dość niezręcznie Leon.Lucyna słysząc te słowa.Znów poczuła uczucie bólu.Michał nieco się speszył widząc spojrzenia nowych współpracowników.
-ta-uciął szybko.-co mamy?
-zamordowany to Łukasz Bednarski.Lat 21.Zginął od strzału w tył głowy.Prawdopodobnie ktoś wrzucił go do rzeki z tego mostu.-Szybko poinformował Leon.-Czas zgonu około pierwsza w nocy.-dodał odchodząc
-Jakieś ślady?
-To raczej wygląda na egzekucję.-Zauważył Rysiu.-Trzeba przesłuchać jego dziewczynę.Anna Biernacka.Mieszka na Akacjowej.
-To kto tam jedzie?
-Sam sobie decyduj,Szefie!-powiedziała ironicznie Lucyna.Nie chciała akceptować "nowego".
-Dobrze ja tam pojadę wy jedźcie do biura.-zarządził Michał i szybko udał się do samochodu.
-Lucuś,Nie musisz być taka..-powiedział Puchała.
-Proszę cię!
-To nie jego wina.On tylko przyszedł na zastępstwo-bronił Rysiu.
-On nigdy nie zastąpi Marka,Nigdy!-Dodała Lucy na odchodne.
Witajcie!
Witam serdecznie wszystkich fanów czworonożnego detektywa Komisarza Alexa.Ten blog będzie zbiorem opowiadań o losach tytułowego Alexa.Przede wszystkim będzie tu przyjaźń,lojalność i Miłość ale także nie zabraknie humoru.Pierwsze opowiadania będą dodawane w dość krótkich odstępach,ponieważ jestem osobą uczącą się i w trakcie roku szkolnego opowiadań będzie za pewne mniej.Postaram się aby każdy kto będzie czytał mojego bloga mógł przenieść się w świat fantastyczny.Zapraszam serdecznie do czytania pierwszego rozdziału i dalszych losów naszych bohaterów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)