Łączna liczba wyświetleń

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 20:Wśród serdecznych przyjaciół...

Przypuszczenia Orlicza niestety się sprawdziły,gdy w poniedziałkowy poranek zjawił się na komendzie,zobaczył kilku ludzi z CBŚ.
-Co oni tu robią?-spytał Rysia wchodząc do biura.
-CBŚ?Przyszli zabrać nam sprawę.-powiedział bezradnie Puchała.Lucyna też tylko wzruszyła ramionami.Michał był oburzony:
-Nie...nie mogą!-wyjąkał i szybkim krokiem ruszył w stronę biura komendanta.Wszedł bez pukania.
-Dobrze że Pana widzę-zaczął spokojnie komendant-może pan już przestać zajmować się sprawą śmierci Kornackiego.
-Dlaczego?-spytał Michał mimo że znał już odpowiedź.
-Może pan usiądzie?-zaproponował Komendant wskazując na wolne krzesło obok funkcjonariuszy CBŚ.
-Nie,dziękuję.
-A więc...tę sprawę przejmuje od nas Centralne Biuro Śledcze.To są inspektor Malinowski i młodszy inspektor Miedzianowski-zakomunikował szybko komendant i spuścił oczy jakby zakłopotany.
-Nie macie podstaw!-uniósł się Orlicz zwracając się do siedzących funkcjonariuszy.
-Ależ mamy-powiedział jeden z mężczyzn dając Orliczowi kartkę.Michał przeczytał po czym zaśmiał się ironicznie.Mężczyźni spojrzeli na niego zdezorientowani.
-coś się nie zgadza?
-To dziwne...-powiedział Michał i podszedł do biurka.Funkcjonariusze wciąż patrzyli na Orlicza.-dziwne jest to że przejmujecie najpierw sprawę Drzewieckiego a teraz Kornackiego,bogatego biznesmena.-powiedział Orlicz zbliżając swoją twarz do twarzy siedzącego Malinowskiego.
-I co w tym dziwnego przejmujemy wiele trudnych spraw.-odpowiedział wstając z krzesła z groźną miną.
-Ciekawe że gdy tylko dowiadujecie się o sprawie Kornackiego natychmiast ją zabieracie a sprawy Alfabetycznego seryjnego mordercy nie braliście.Nie wiem o co wam chodzi ale dowiem się.-zagroził Orlicz.Mężczyźni niebezpiecznie zmierzyli się wzrokiem.
-Mamy nakaz przejęcia tej sprawy więc radzę Ci wracać do swoich papierków i nie wtykać nosa w nie swoje sprawy.-Mężczyźni zbliżyli się do siebie w niebezpiecznie bojowych pozycjach,komendant musiał to przerwać:
-Panie Orlicz!-krzyknął-proszę wracać do swojej pracy.-zarządził
-jeszcze się spotkamy.-powiedział Michał,wychodząc rzucił nakaz w stronę Malinowskiego.
-Panów wizyta także już się przedłużyła.-dodał chłodno komendant a funkcjonariusze opuścili biuro.
Michał był wściekły.Wiedział że musi coś zrobić ale nie wiedział co.Opowiedział Ryśkowi i Lucynie o przebiegu spotkania:
-I myślisz że ktoś z CBŚ w tym siedzi?-spytał Rysiu.
-obawiam się że nie jedna osoba.
-Ale jak masz zamiar to udowodnić?-zapytała Lucynka
-Nie wiem.-westchnął bezradnie Komisarz.Gdy komisarze skończyli swoją pracę Michał i Lucyna pojechali do domu bo zbliżał się już wieczór.Michał długo nie mógł zasnąć męczyła go ta sprawa.Gdy zobaczył że Lucyna już zasnęła,wstał z łóżka i wyszedł do przedpokoju.Zadzwonił do Rysia:
-Znalazłem pewien sposób na sprawę Kornackiego ale muszę wiedzieć czy mogę na ciebie liczyć?
-Wiesz że zawsze ci pomogę.-zapewnił go Rysiu.
-A czy jesteś gotowy zaryzykować i zadziałać na granicy a może i ponad prawem?

czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział 19:błędne koło.

Dwa tygodnie temu gdy komisarze jechali na miejscu zbrodni nawet nie podejrzewali że będzie to jedno z najdłuższych i najbardziej wyczerpujących śledztw,szybko okazało się że nie był to wypadek. Ktoś wyrzucił kobietę z mostu wprost pod pędzący pociąg. Komisarze długo nie mogli znaleźć sprawcy a gdy już wszystkie dowody wskazywały na męża ofiary i policja miała go aresztować okazało się że on nie żyje .Śledztwo tkwiło w martwym punkcie. Prędzej wyzdrowiał Orlicz niż śledztwo ruszyło. Komisarze siedzieli w pracy i w skupieniu szukali punktu zaczepienia.Alex przysypiał na swoim posłaniu i jako jedyny miał wolne.Nagle Lucyna wstała od biurka:
-Mam coś!-krzyknęła.Michał i Rysiu podeszli do niej.
-Popatrzcie tylko.Mąż ofiary-kornacki, miał wiele zatargów z mafią.
-tak ale to już wiemy. Nic mu nie udowodniono był wpływowy,miał pieniądze... - wtrącił Puchała.
-tak ale pominęliśmy jedną osobę. Robert Drzewiecki. Jan Kornacki zniszczył mu życie. Miał dobrze prosperującą firmę która splajtowała po wielu prowokacjach. Drzewiecki wylądował na ulicy. Oczywiście Kornackiemu nic nie udowodniono. - wyjaśniła Lucyna.
-i myślisz że to był wystarczający powód. - wątpił Orlicz.
-nie wiem ale zawsze to jakiś trop. - powiedziała Szmidt.Michał uśmiechnął się.
-no co? - spytała podkomisarz patrząc na ukochanego.
-nic, nic mój ty sherlocku. - stwierdził i pocałował ją w czoło wychodząc.
-a ty dokąd? - spytał Rysiu.
-poszukać informacji o Drzewieckim.-wytłumaczył zakładając kurtkę.
-to nie będzie konieczne.-przerwała im zrezygnowana Lucy. - Robert Drzewiecki zaginął dwa miesiące temu i uznano go za martwego. - dodała.
-a ciało? - powiedział z zainteresowaniem Michał i zaczął ściągać kurtkę.
-nie mam tu żadnych informacji. W ogóle dziwnie mało akt o tej sprawie. Właściwie tylko ta wzmianka. - zdziwiła się kobieta.
-no tak, tę sprawę przejęło CBŚ. - wyjaśnił Michał i wybrał pewien numer na telefonie. Rysiu i Lucyna patrzyli na niego zdezorientowani. Po chwili komisarz skończył rozmowę i skierował się do wyjścia.
-można wiedzieć gdzie idziesz? - spytała Lucy.
-muszę wyjść na chwilę. - stwierdził Orlicz i zbliżył się do Lucyny. Ta jednak odsunęła się obrażona że ukochany nie chce jej nic powiedzieć.
-mamy pracę - przywołała go do porządku.
-właśnie idę pracować. - szepnął jej na ucho i skradł causa. Potem wyszedł szybkim krokiem. Szedł na spotkanie z dawną znajomą z CBŚ ale nie chciał wzbudzać zazdrości Lucyny i nic jej nie powiedział.Alex siedział obok Pana on jedyny wiedział o spotkaniu. Powoli zbliżała się pora obiadowa. Na Łódzkich ulicach "godziny szczytu". Nic dziwnego że komisarz się spóźnił. Spotkali się w barze niedaleko jednego z najlepszych w Łodzi hoteli. Większość aut wyglądało jak limuzyny i na pewno były warte więcej niż roczna pensja Orlicza.
-Alex, lepiej niczego nie dotykaj - ostrzegł Orlicz psa.Alex popatrzył na niego jakby rozumiał. Weszli do baru.
-cześć Aniu. - powiedział na przywitanie Michał.
-o jaką sprawę chodzi? - spytała młoda i atrakcyjna blondynka.
-śmierć Roberta Drzewieckiego.
-to grubsza sprawa... Nie radzę Ci w tym grzebać. -powiedziała kobieta i podniosła się by wyjść.
-nie rozumiesz, on może być powiązany z naszym śledztwem-powiedział Orlicz.
-jakie to śledztwo? W jakiej sprawie? - spytała Anna.
-zginął... -Michał zaczął nieufnie-Jan Kornacki i jego żona.
-jak to prowadzicie tą sprawę?! - omal nie krzyknęła wzburzona kobieta.
-tak ale nie rozumiem dlaczego tak cię to dziwi przecież to zwykłe śledztwo. - próbował załagodzić Michał
-nie ważne, śpiesze się przepraszam, spotkajmy się kiedy indziej-zakonczyła szybko. Michał teraz już wiedział że CBŚ będzie chciało odebrać im tę sprawę. Nie wiedział tylko dlaczego tak bardzo zależy im na utajnieniu śledztwa...

sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 18:Niespodzianka

Lucyna wróciła do domu zapłakana.Doskonale wiedziała dlaczego ją odtrącił ale jednocześnie było jej tak cholernie żal.Michał z każdym dniem stawał się co raz większą częścią jej świata powoli układała sobie w głowie ich wspólną przyszłość.Nie przewidziała tylko jednego...że on może wcale nie chcieć być częścią jej życia.Wiedziała jednocześnie że ta sytuacja,że to wszystko jej wina i że zaprzepaściła szansę na związek.Walcząc z myślami otworzyła butelkę wina.Nalała sobie kieliszek.Nawet nie zauważyła kiedy wypiła całą butelkę.Jej krok stał się chwiejny więc postanowiła siedzieć na kanapie.Około północy zalana łzami i zamroczona alkoholem usnęła.Michał tymczasem próbował zasnąć w szpitalu.Podświadomie tęsknił za Lucy.Chciałby ją mieć przy sobie.Wiedział jednak że zbyt mocno nadszarpnęła jego zaufanie i z tą myślą już prawie zasypiał gdy nagle jego oczy otwierały się z myślą.Oszalałeś?To miłość twojego życia!Ratuj to!W ten sposób mijała im cała noc.Następnego dnia Michał miał być wypisany ze szpitala.Około godziny 12 otrzymał wypis i opuścił w końcu mury szpitala.Oczywiście nie o własnych siłach.Jego przyjaciółkami na jakiś czas stały się kule.Rysiu obiecał zawieść go do domu.Spóźnił się ale w końcu dojechał:
-wsiadaj.-zawołał wesoło otwierając mu drzwi od auta.
-dzięki Ryś.-powiedział Michał nieudolnie próbując wsiąść do samochodu.
Rysiek zawiózł go do domu.Tam już czekała na niego miła niespodzianka.Dom był pięknie wystrojony balonami i kokardkami.Nad drzwiami widniał napis:WITAJ W DOMU.Alex pierwszy podbiegł do pana by go przywitać.W mieszkaniu byli też Leon,Lucyna,Beata i Klaudusia.
-A co tu się dzieje?Prezydenta oczekujemy?-zażartował Michał z podziwem patrząc na dekoracje.
-już się tak nie wychwalaj do prezydenta to ci daleko.-powiedział z uśmiechem Leon-witaj w domu bohaterze-Dodał po chwili.Rozpoczęło się krótkie przyjęcie.Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem Lucyny,która stała w pełni zadumana i nieobecna.Wyszła jako pierwsza już po godzinie.Oczywiście inni goście też nie chcieli Michała męczyć więc też szybko poszli.Michał doskonale widział zachowanie Lucyny.Było mu jej ogromnie żal ale jednocześnie sam nie wiedział co czuje.Niewiele myśląc,choć zbliżał się już wieczór wyszedł z domu.Lucyna tymczasem właśnie wróciła do domu.Była załamana.Znów sięgnęła  po alkohol i postanowiła uleczyć swoje smutki.Siedziała na krześle w kuchni i myślała.Nagle wyciągnęła z biurka wydrukowane wypowiedzenie.
-Tak,to będzie najlepsze rozwiązanie.-powiedziała do siebie po cichu.Na samą myśl o odejściu z jej oczu popłynęły łzy.Otarła je rozmazując sobie makijaż.Nagle usłyszała dzwonek do drzwi.Odłożyła więc szybko kartkę na stół i poszła otworzyć.Nawet nie spojrzała przez wizjer kto przyszedł po prostu otworzyła drzwi.Przed jej domem stał Orlicz z Alexem.:
-Co ty tu robisz?-powiedziała udając że wszystko w porządku i próbując ukryć łzy.
-Może zrobię błąd,może będę tego cholernie żałował ale jedno jest pewne będę żałował że nie spróbowałem.-Stwierdził Michał i przybliżył twarzy do twarzy Lucyny.
-Kocham cię-wyszeptała Lucyna i pocałowała go namiętnie.Weszli do mieszkania.Rano Lucyna obudziła się szczęśliwa.W swoim domu miała mężczyznę swojego życia.Michał krzątał się po kuchni próbując nieudolnie zrobić kawę.Lucyna słysząc rumor w końcu wstała i ruszyła na pomoc ukochanemu.:
-Przepraszam obudziłem cię?Chciałem zrobić kawę ale zapomniałem że nie jestem do końca sprawny.-powiedział i pocałował Lucy na "dzień dobry".
-Usiądź ja dokończę-stwierdziła Lucyna ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-Naprawdę bycie kaleką jest bardzo...-przerwał bo zobaczył leżące na stole wypowiedzenie-Lucuś co to jest?-powiedział lekko marszcząc brwi.
-a to.-zaczęła odwracając się i spoglądając na kartkę.-to już nieaktualne.
-Już?Ty chciałaś odejść?
-Nie wiedziałam co mam robić.Byłam załamana.Nie mogłabym ...drugi raz bym tego nie zniosła.-powiedziała a Michał przyciągnął do siebie i przytulił potem przedarł kartkę.
-teraz już jest nieaktualne.-dodał.
-Muszę iść do pracy.-stwierdziła lekko odpychając Michała,który zaczął całować ją po szyi-teraz!-dodała po chwili i poszła do łazienki.Michał miał urlop ale nie zamierzał siedzieć w domu.Nim Lucyna wróciła z łazienki w domu nie było już ani Orlicza ani Alexa.Szmidt nie miała czasu się nad tym zastanawiać i szybko wyszła z domu.W pracy czekała na nią kolejna niespodzianka.Gdy weszła do biura zobaczyła pracujących:
Rysia,Beatkę i...Michała!
-Przepraszam bardzo co ty tu robisz?Czy ty przypadkiem nie masz urlopu?-powiedziała z miną surowej mamy,która karci dziecko.
-Wiesz że nie mogę siedzieć bezczynnie więc...
-miałeś odpoczywać.
-przecież nie robię nic strasznego to tylko papiery.Na akcję nie będę jeździł-uśmiechnął się lekko.
-No jeszcze tylko tego by brakowało.-Dalej mówiła Lucy.
-Widzę że wszytko u was w porządku.-wtrącił Rysiu-Jak stare dobre małżeństwo.-dodał wychodząc z kubkiem po kawę.
-powiedziałeś mu?-szepnęła Lucy do Orlicza.
-Nie.Czekałem na ciebie.-również szepnął Komisarz.
-O czym miał mi powiedzieć?-wtrącił Ryś,który niespodziewanie wrócił.
-Ty nie miałeś robić kawy.-zmieni temat Orlicz.
-Beatka się tym zajmie ale wracając to czego mi nie powiedzieliście?Bo jeśli chodzi wam o to że jesteście razem to...
-Co?-powiedzieli prawie równocześnie Michał i Lucyna.
-No co.Przyciągacie się jak magnes więc nie dziwcie się że każdy to zauważa z resztą nie macie się z czym kryć.-powiedział Rysiu-no a teraz wracajmy do pracy.-zarządził i jakby na jego sygnał nagle rozdzwonił się telefon wyzywający komisarzy do kolejnej akcji.Tym razem:śmierć na torach wyglądająca na zwykły wypadek ale co jeśli okaże się okrutnym mordem?

środa, 4 maja 2016

Rozdział 17:"Będę na ciebie czekać"

Lucyna właśnie wyszła z łazienki,ubrana w szlafrok,włosy związane ręcznikiem.Była bardzo zmęczona.Weszła do pokoju i zaczęła szukać czegoś na półce z dokumentami,obok stało zdjęcie.Mimowolnym ruchem ręki zrzuciła zdjęcie na podłogę.Szklana ramka niestety się stłukła.Szybko podniosła fotografię na której widniał cały ich zespół:Ona,Rysiek,Alex i Michał.Usiadła na skraju kanapy ciągle wpatrując się w fotografię.Na samo wspomnienie ich najlepszych czasów na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Znikał on jednak zaraz po tym gdy jej myśli powracały do tego feralnego dnia gdy w jej domu pojawił się "Jacek". Gdyby tylko mogła cofnąć czas... Ale nie mogła! Jedyne co mogła zrobić to czekać i wierzyć że wszystko się ułoży. Miała wrażenie że z każdą chwilą co raz bardziej kocha Michała, że... Jej przemyślenia przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer Ryśka. Lucyna z lekkim niepokojem odebrała.
-tak, słucham.
-Przyjedź do szpitala. - zakomunikował szybko i rozłączył się.
-Ale Rysiu o co chodzi? Co z Michałem? - pytała ale połączenie już się urwało. Nie wiele myśląc.Zrzuciła z głowy ręcznik, ubrała się i wyszła z domu. Przez jej głowę przebiegały najczarniejsze myśli. Jechała co raz szybciej. Niedługo potem była już przed szpitalem. W mgnieniu oka weszła do środka.Pobiegła do sali Michała. Kiedy otworzyła drzwi, zamiast Orlicza zobaczyła puste łóżko! Wyszła z sali myśląc na wpół przytomnie.Zauważyła na korytarzu Leona. Siedział spokojnie i czytał gazetę. Podeszła do niego i spoglądając załzawionymi oczami spytała :
-stało się coś złego?
-jeśli pytasz czy ktoś umarł to tak. - powiedział spokojnie a Lucyna prawie zaczęła płakać jak dziecko. - nasz Jacek nie  żyje, popełnił samobójstwo w więzieniu. - dodał Leon.
-a Michał?-Krzyknęła
-a co ma być? Obudził się więc już nie jestem nim zainteresowany.-żartował jak zawsze Berger.
-to gdzie jest teraz?
-zabrali go na badania czy coś.
Lucyna postanowiła pójść do sali Michała i tam poczekać. Zanim tam doszła musiała uporać się z Alexem, który koniecznie chciał wejść do swego pana. Odwiozła go do swojego domu. Gdy wróciła od razu skierowała się do sali Orlicza. Gdy zobaczyła go rozmawiajacego z Rysiem łzy spłynęły jej po policzkach. Puchała postanowił zostawić ich samych.
-dlaczego płaczesz? - spytał, z nie małym nadal trudem, Michał.
-bo pewien wariat nieźle mnie przestraszył.
-powiedz mi kto to jutra nie dożyje.
-wolałabym jednak żeby żył. - dodała nieśmiało.Poźniej spuściła wzrok w ziemię.
-tak bardzo się o ciebie bałam... - zaczęła.
-wiem-powiedział chwytając ją za rękę - wiem wszystko. - uśmiechnął się lekko a Lucyna zbliżyła twarz do jego twarzy i pocałowała go namiętnie.Wiedziała już że słyszał każde jej słowo i postanowiła zaryzykować.Michał odwzajemnił co prawda jej pocałunek ale w jego oczach było coś innego.
-Lucynko zaczekaj.-przerwał jej nagle.-daj mi trochę czasu.Muszę wszystko przemyśleć.-powiedział dość poważnym tonem.Lucyna wlepiła wzrok w ścianę.Tego właśnie się obawiała że Michał ją odrzuci.
-Będę na ciebie czekać-szepnęła mu do ucha i musnęła palcami po jego twarzy.Potem skierowała się do drzwi i zniknęła za rogiem.Michał położył ciężką głowę na poduszkę.Był bardzo zmęczony ale to nie tylko zmęczenie.Czuł ogromny mętlik w głowie.Niedługo potem zasnął.Ranek przyszedł dość szybko.Michał obudził się i spojrzał w okno.Wiedział że jeszcze dużo czasu minie zanim wyjdzie na powietrze.Miał za to wiele czasu na przemyślenia,przerwał mu je dopiero stały gość Rysiek.
-Cześć.-powiedział wesoło.
-Hej.-odpowiedział Orlicz.Chciał o coś spytać ale nie zdążył gdyż do sali wbiegł Alex.Michał był mile zaskoczony:
-Brachu,co ty tu robisz?-powiedział głaszcząc psa.Po chwili zabawy Rysiek zarządził:
-Alex wychodzisz bo pani pielęgniarka mnie zamorduje.-powiedział z uśmiechem.Alex był tak zadowolony z siebie że gdy wychodził duma nadal rozpierała jego psie serce.Rysiek zabrał go do domu.Michał jednak długo się nie nudził do jego sali wszedł Leon:
-Ty,tutaj?-powiedział na przywitanie.
-czasami warto pogadać z kimś żywym a od kiedy ciebie nie ma jakoś rzadko mnie ktoś odwiedza.-żartował jak zawsze z kamienną twarzą.Chwilę pogawędzili.W końcu Berger spytał:
-A jak z Lucyną i Ryśkiem?Dogadujecie się?-spytał wiedział że po tej aferze nie wszystko może być w porządku.Michał chwilowo milczał aż w końcu zaczął:
-ciężko mi wrócić do tego co było kiedyś...Ostatecznie nie uwierzyli mi tylko temu...-Michał na samo jego wspomnienie spochmurniał.
-to koniec przyjaźni?
-Moje relacje z jednym z nich na pewno się zmienią.-stwierdził tajemniczo Michał.Oczywiście miał na myśli Lucynę ale sam jeszcze nie wiedział jak te relacje mają się zmienić.

piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 16:"Nie opuszczaj mnie bo cię kocham"

Lucyna omal nie upadła.Rysiek podtrzymał ją i pomógł usiąść na krześle obok.Sam był w równie wielkim szoku na szczęście po chwili znów odezwał się lekarz:
-Po niedługim czasie udało nam się jednak przywrócić funkcje życiowe.Jego stan jest nadal bardzo ciężki.
-Ale żyje!-odetchnęła z ulgą Lucy i aż podniosła się z krzesła.
-jest w śpiączce i ja naprawdę nie mogę państwu niczego zagwarantować.Miejmy nadzieję że będzie żył...-powiedział doktor na odchodne.Rysiek usiadł obok Lucyny.Oparł ciężką głowę o zimną,twardą ścianę.Po chwili spojrzał na Lucynę.Po jej delikatnym policzku spływała mała łza,tuż za nią goniła ją kolejna:
-Lucynko...-odezwał się unosząc głowę.Otarł ręką łzy z jej twarzy.-Nie płacz.On żyje wciąż walczy i wyjdzie z tego zobaczysz.-pocieszał ją przyjaciel.
-Wiem tylko...-zaczęła nieskładnie.-Gdy lekarz wyszedł ja...myślałam że on...że Michał...-urwała bo teraz łzy zalały jej twarz.Rysiek przytulił ją mocno.:
-Ciii...nie bój się!Michał przeżyje,musi.-mówił pełnym ufności głosem.Alex chodził i cicho skomlał.Jego psi instynkt doskonale wyczuwał co się dzieje.Bał się o swojego pana.Jego oczy przepełniał wielki smutek.Wkrótce Lucyna wróciła do swojej sali.Nadszedł wieczór.Rysiek wrócił do domu,musiał zająć się dziećmi,zabrał ze sobą Alexa.Lucyna,wyczerpana przygodami dnia,zasnęła.Jej sen nie był jednak spokojny.W środku nocy obudziła się zalana potem.Omal nie zaczęła krzyczeć.Przez całą noc prześladował ją jeden sen,który przedstawiał śmierć Michała!W końcu jednak nadszedł ranek.Wstała z łóżka szybko i udała się pod salę gdzie przebywał Michał.Zatrzymał ją lekarz:
-Proszę pani nie wolno pani tu wchodzić.Po za tym dlaczego pani nie leży w sali.-zaczął szybko.
-Nie ruszę się stąd dopóki go nie zobaczę.-odparła stanowczo.
-Nie może pani tam wejść.-protestował doktor.
-Muszę.-twierdziła uparcie.Spojrzała załzawionymi oczami na lekarza aż w końcu mężczyzna zmiękł.
-5 minut!-odrzekł i odszedł.
-dziękuję-krzyknęła za nim zmuszając się na lekki uśmiech.Po chwili otworzyła drzwi do sali.Michał leżał pośród dziesiątek kabli,podłączony do jakiejś aparatury.Był zupełnie bezbronny,bezwładny,nieprzytomny.Lucyna nigdy nie widziała go w takim stanie.Na jej smutnej twarzy pojawiła się nutka radości.W jej myślach wciąż krążyły bowiem słowa Ryśka:"On żyje i wciąż walczy..."
Podeszła do łóżka i usiadła na krześle obok:
-Wiem że to moja wina.Próbowałeś mi pomóc.Chronić mnie...a ja...ja ci nie wierzyłam.Przepraszam-wyszeptała smutno.-tak cholernie się o ciebie boję.Chciałam ci tylko powiedzieć...-jej monolog przerwała solidna dawka łez.Chwilę zajęło jej pozbieranie myśli na nowo:
-Nie opuszczaj mnie bo...bo cię kocham.-Powiedziała pewnym głosem.Chyba od dawna nie była niczego tak pewna jak teraz.Bała się że straci wielką miłość ale wiedziała już co czuje.Nie długo musiała wyjść z sali.
Po dwóch dniach Lucyna została wypisana ze szpitala a stan Michała lekko się poprawił więc kobieta znów ubłagała lekarza by mogła wejść do sali Michała.Kiedy podążała w tamtym kierunku natknęła się na niemiłą niespodziankę.Na jej drodze stanęła młoda,szczupła kobieta.Od razu zaatakowała Lucynę:
-Co ty sobie wyobrażasz?Po co tu przyszłaś?-krzyknęła wściekła.
-Ja nie będę z panią rozmawiać.Kim pani jest?-powiedziała zdezorientowana kobieta.
-Jestem siostrą Michała!
-słucham?-spytała zszokowana Lucyna.
-Wiem że Michał jest tu przez ciebie i wiem że jesteś źródłem jego wszystkich ostatnich kłopotów więc lepiej będzie dla ciebie jeśli już stąd pójdziesz!-krzyknęła kobieta.Zaskoczona Lucyna nic nie odpowiedziała i wyszła ze szpitala.Przed budynkiem wpadła na Ryśka:
-Lucy,byłaś u Michała?Co z nim?-zasypał ją natychmiast pytaniami.
-nie powinnam tu przychodzić.To wszystko moja wina!-powiedziała rozżalonym głosem i poszła w stronę parku.Rysiek zatrzymał ją.
-Poczekaj.To była jego decyzja.Ty nie jesteś winna.
-jestem!-odparła przez łzy.-To ja powinnam tam leżeć!On wiedział od początku,wiedział a ja mu nie uwierzyłam!Zakochana idiotka!-mówiła załamana.
-On nie będzie miał ci tego za złe,zobaczysz gdy się obudzi-powiedział spokojnym głosem.
-Tak bardzo bym chciała abyś miał racje.-powiedziała z nutką nadziei w głosie.
-Pojadę teraz do domu,wezmę prysznic i odpocznę,proszę zadzwoń do mnie jeśli cokolwiek się zmieni.-powiedziała do Ryśka.On przytulił ją raz jeszcze obiecał że zadzwoni w razie potrzeby i poszedł do szpitala.Wówczas oboje jeszcze nie wiedzieli że już niedługo stan Michała ulegnie diametralnej zmianie...

piątek, 18 marca 2016

Rozdział 15:Śmierć to dopiero początek...

Opary dymu jeszcze nie opadły a budynek magazynu z każdą chwilą stawał się co raz większym gruzowiskiem.Lucyna ocknęła się na chwilę.Była jednak cała obolała i nie była w stanie podnieść się z ziemi.Myślała jednak ciągle o przyjacielu:Czy zdążył?Czy żyje?Resztkami sił zawołała:
-Michał!Odezwij się...Błagam...-mówiła ściszając głos.Po chwili na miejscu zdarzenia pojawiły się karetka i policja.Lekarz z pogotowia natychmiast zaczął udzielać Lucynie pomocy.Na miejsce przyjechał niczego nie świadomy Rysiek.Gdy zobaczył Lucynę od razu do niej podbiegł:
-Lucynka,nic ci nie jest?
-Jest w porządku.Błagam cię szukajcie Mi...-Nie zdążyła jednak dokończyć zdania bo straciła przytomność.Natychmiast zabrano ją do karetki.Rysiek zajął się akcją.Podszedł do jednego z techników:
-Jeśli ktokolwiek tam był to na pewno nie przeżył.-stwierdził bezsilnie policjant do Puchały.
Tymczasem nieprzytomny Michał leżał przysypany gruzami.Nikt jednak nie widział go.Rysiek pojechał do szpitala do Lucyny.Po krótkich poszukiwaniach odnalazł jej salę.Lucyna gdy go zobaczyła,niemal zerwała się z łóżka:
-Znalazłeś go?
-Kogo?-spytał zdezorientowany Ryś.
-Jak to kogo?Michała!-Krzyknęła kobieta.
-To on tam był?-Rysiek aż zerwał się z krzesła.
-Tak był!Uratował mi życie.On na pewno gdzieś tam jest.Sprawdź do jakiego szpitala go zawieźli.
-Lucynko, nikogo nie znaleźli.
-To nie możliwe on tam jest,on żyje,on musi żyć!-powtarzała roztrzęsiona kobieta Rysiek przytulił ją delikatnie ale ona odepchnęła go.-Masz go znaleźć,on nie może mi tego zrobić.
-Dobrze jeśli cię to uspokoi to pojadę tam i sprawdzę czy nikogo nie ma dobrze?
-Dziękuję ci.-odparła lekko uspokojona.
Rysiek zgodnie z obietnicą wrócił na miejsce wybuchu.Tam technicy właśnie kończyli oględziny miejsca i pakowali się.Rysiek zabrał ze sobą Alexa.:
-No brachu,Szukaj Michała.Szukaj pana.-Rzekł do psa i pogłaskał go.Alex od razu ruszył na poszukiwania.Po niedługim czasie Rysiek usłyszał,głośne szczekanie Alexa.:
-Chłopaki wracajcie!Tam coś jest!-Krzyknął do odjeżdżających policjantów.Ekipa pobiegła na miejsce gdzie już był Alex.Zaczęto usuwać gruzy.Po chwili znaleziono człowieka:To był Michał!Karetka przyjechała w mgnieniu oka.Rozpoczęli akcję reanimacyjną.Rysiek z przerażeniem przypatrywał się tej scenie głaszcząc Alexa.:
-Będzie dobrze,będzie dobrze...-powtarzał sam do siebie.
Lucyna tymczasem leżała na szpitalnym łóżku co chwila spoglądając na telefon.Marzyła tylko o tym aby Michał był cały i zdrowy.Łzy napływały jej do oczu na samą myśl o tym że mógłby umrzeć.
Po 20 minutach akcja reanimacyjna zakończyła się sukcesem.Karetka zabrała Michała do szpitala.Jego stan jednak nadal był krytyczny.Rysiek zjawił się na szpitalnym korytarzu chwilę po przywiezieniu Michała.Orlicz został zabrany na blok operacyjny dlatego Puchała nie mógł uzyskać żadnych informacji.Alex chodził niespokojnie po korytarzu.Po chwili zginął z pola widzenia Ryśka ale ten był tak przejęty że nawet tego nie zauważył.Alex pobiegł do sali Lucyny,która akurat była otwarta:
-Alex?Co ty tu....Michał tu jest?Znalazł się?-Powiedziała ze łzami w oczach a pies jakby rozumiejąc jej słowa poszedł w stronę korytarza.Obolała Lucyna wstała i poszła za Alexem.
-Lucy?Nie powinnaś wtawać.-Powiedział Puchała gdy tylko zauważył Lucynę.
-Co z nim?Gdzie on jest?Powiedz coś do cholery!-Krzyknęła roztrzęsiona policjantka.
-Nie wiem...-wyszeptał-Nic nie wiem.Kiedy go zabierali to żył...-powiedział Rysiek,którego głos zaczął się załamywać.Minuty płynęły co raz wolniej.Wszyscy siedzieli patrząc się w ścianę.Cisza przeszywała ich serca na wylot.Im więcej czasu czekali tym większy smutek malował się na ich twarzach.W końcu z sali wyszedł lekarz jednak to co miał im przekazać miało przerazić ich jeszcze bardziej.:
-Panie doktorze,co z nim.
-Miał rozległe obrażenia wewnętrzne,zatamowaliśmy krwotok ale jego serce przestało bić...


czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 14:Ważniejsza niż... życie?

Wysiadł z auta i skierował się do magazynu z czarną teczką w ręku.Kiedy był przy drzwiach zatrzymał się na moment po chwili jednak bez zawahania zastukał w drzwi.Otworzyły się.Michał powoli wszedł do środka.Na zewnątrz tuż po tym jak zamknęły się drzwi magazynu pojawił się Alex,który przybiegł za panem.Michał Wyciągnął pistolet.W ciemności nie widział nic.Wszedł na piętro.
-Jest tu ktoś?-zawołał badawczo.Nagle zapaliło się światło w oddali i ukazał się Waldemar Sikorski vel Jacek Urbaniak.:
-Gdzie jest Lucyna!-Krzyknął zirytowany Orlicz mierząc do bandyty z pistoletu.
-Panie Orlicz tak gadać nie będziemy...Odłóż to albo ona zginie.-ostrzegł Sikorski i w tym momencie oczom Orlicza ukazała się pobita,zakneblowana Lucyna.Dopiero po chwili jednak Michał zauważył że Lucyna jest przywiązana do bomby!Nad nią stał wspólnik Sikorskiego z bronią w ręku
-Jeden twój ruch gliniarzu i ona zginie
-Nie zrobisz tego bo wtedy nie dostaniesz swoich dokumentów.-powiedział dość pewnie Orlicz.W odpowiedzi usłyszał szyderczy śmiech porywacza.
-Widzisz tę bombę.Ona wybuchnie za 30 minut.Zginą wszyscy!-stwierdził z uśmiechem.-chcesz tego?chcesz?-krzyknął szarpiąc Lucynę za włosy.Michał spojrzał na Lucynę i na Sikorskiego po czym powoli opuścił broń i położył ją na ziemię.
-Dobrze.Teraz podejdź tu powoli i podaj mi walizkę.
Lucyna lekko kiwnęła głową na Michała by tego nie robił.Orlicz jednak wykonał polecenie Sikorskiego.Podał mu teczkę.Ten otworzył ją i wyciągnął z niej papiery.
-Grzeczny piesek.-powiedział po czym zaczęli wychodzić pospiesznie ze wspólnikiem.
-Dotrzymałem słowa.Oddaję ci ją na całe 20 minut!-powiedział mierząc wciąż z pistoletu do dwójki policjantów.Wychodząc zatrzasnęli drzwi tak by nie dało się ich otworzyć.Gdy bandyci zniknęli Michał w pośpiechu zaczął rozwiązywać Lucynę.
-Musimy się stąd wydostać.-stwierdził Komisarz.W pośpiechu zaczęli z Lucyną szukać jakiejkolwiek drogi ucieczki.
Tymczasem idący na komendę Rysio spotkał Alexa.Pies był wyraźnie zdenerwowany i szczekał na Puchałę:
-Alex co jest?gdzie Michał?-powiedział do psa a ten zaczął szybko pokazywać mu drogę do magazynu skąd przybiegł po pomoc.Rysiu wsiadł do auta i jechał za psem.Jednak w drodze zobaczył dwójkę uciekinierów wśród których rozpoznał Jacka czyli Sikorskiego.Zajechał im drogę i aresztował wspólnika Sikorskiego.Sam morderca zaczął uciekać ale Alex obezwładnił go.
W magazynie nadal jednak rozgrywały się dramatyczne sceny.Michał stał nad bombą której zegar pokazywał 5 minut.:
-Nie rozbroimy tego.Usłyszałam że koleś,z którym był to znawca bomb.-powiedziała przerażona Lucy.
-Na piętrze jest małe okno musimy skoczyć.-powiedział zdesperowany Orlicz.Pobiegli do okna.
-Skacz pierwsza.
-Nie zdążysz uciec ta bomba ma ogromny zasięg.
-Zdążę!Skacz!
Lucyna wyskoczyła gdy na zegarze była już tylko minuta!W momencie gdy Michał skakał z okna bomba wybuchła z wielkim impetem...

piątek, 26 lutego 2016

Rozdział 13:"Za wszelką cenę"

Michał wciąż nie mógł dojść do siebie po tym co wyczytał z papierów.Po chwili siedzenia w bezruchu.Nagle zerwał się z krzesła:
-Michał dokąd ty...?-zawołał Karol ale Michał już nic nie odpowiedział tylko wyszedł w mgnieniu oka zabierając ze sobą dokumenty.Po chwili był już w samochodzie.Odpalił silnik i ruszył.Od Lucyny dzieliły go setki kilometrów a ona była w ogromnym niebezpieczeństwie.Jedną ręką wybrał w telefonie jej numer i próbował się do niej bezskutecznie dodzwonić.
W tym czasie Lucyna przebywała w domu z Jackiem i nieświadoma tego z kim mieszka przygotowywała obiad.On niespokojnie siedział w salonie jakby przeczuwając że coś idzie nie tak.Po chwili na komórkę Lucyny przyszedł sms od Michała.Urbaniak przeczytał go:"Lucynko,oddzwoń to bardzo ważne.On nie jest policjantem".Podniósł się z kanapy:
-Musimy pojechać do pracy!-Krzyknął nagle i poszedł by założyć kurtkę.
-Ale dokąd?
-Zobaczysz!-powiedział szorstko Jacek.Lucyna wyszła za nim.Po drodze Urbaniak nie zamienił z kobietą ani słowa.Był poddenerwowany.W końcu przystanął obok jednego ze starych magazynów za miastem.Kiedy Szmidt weszła do magazynu usłyszała zamykające się za sobą drzwi.Po chwili poczuła mocne uderzenie w tył głowy i straciła świadomość.
Michał jechał co raz szybciej.Chciał być już w Łodzi i miał nadzieję że odnajdzie Lucynę całą i zdrową i że zdąży na czas.Zadzwonił do Ryśka:
-Michał?Gdzie ty jesteś?-Przywitał go Puchała.
-Jadę do Łodzi,Lucyna jest w niebezpieczeństwie.Jest z tobą?
-Nie,jest z Jackiem w...
-Cholera!Tylko nie to.Posłuchaj,Jacek to nie jest policjant nazywa się Waldemar Sikorski!
-Ten Sikorski ale on nie żyje!
-Tak bo teraz żyje Urbaniak!Musimy ją znaleźć za wszelką cenę!-Po tych słowach Orlicz rozłączył się i przycisnął jeszcze mocniej pedał gazu.
Lucyna ocknęła się w ciemnym magazynie.Była związana a jej usta były zaklejone taśmą.Po chwili otworzyły się drzwi i ktoś wszedł.Lucyna od razu rozpoznała te kroki to Urbaniak.Gdy zapalił światło miała już pewność że to on.Stanął nad nią z bronią w ręku.Ona spojrzała na niego oczami pełnymi strachu,rozgoryczenia i nienawiści.:
-Moja słodka....-odezwał się szyderczo Jacek głaszcząc jej rude włosy.Lucyna odsunęła gwałtownie głowę.
-Ach,ta naiwność kobiet!-mruknął do swojego kolegi siedzącego obok.-ale jednak szkoda będzie tej buźki.-dodał po chwili i odkleił Lucynie usta.:
-Ty sukinsynu!-Krzyknęła Lucyna.Urbaniak sięgnął po nóż.przyłożył go do twarzy Lucyny i powoli przejechał nim wzdłuż jej ciała nie raniąc jej.Spojrzał w jej oczy by zobaczyć strach.Bawiło go to i nakręcało.
-Michał miał racje co do ciebie!-krzyknęła.Urbaniak uderzył ją  w twarz.Z jej warg poleciała krew.Później wyszedł zostawiając Lucynę ze swoim wspólnikiem.
-Tylko nie za mocno!-przestrzegł go na odchodne.
Orlicz w tym czasie już pojawił się w Łodzi.Przyjechał prosto na komisariat.Alex też był niespokojny,przeczuwał że coś jest nie tak.Michał wszedł do pokoju gdzie przy biurku siedział Puchała i przeszukiwał internet:
-Cześć Rysiek! Masz coś?
-nic,niestety!-powiedział załamany Puchała.
-Musimy przeszukać jej dom.Coś może nas naprowadzić na trop gdzie ją zabrał.
-ok,jedźmy tam!-powiedział Ryś i zerwał się z miejsca.Wyszli w pośpiechu.Niedługo potem już przeszukiwali dom Lucyny.
-Michał nic tu nie ma.-stwierdził zrezygnowany Rysiu.
-Na pewno coś jest....-nie poddawał się Michał.
-przykro mi.
-Przestań pieprzyć!-uniósł się Orlicz i zrzucił papiery z biurka.-Musimy ją znaleźć rozumiesz?
-Wiem i znajdziemy ją ale nie traćmy czasu na szukanie czegoś czego nie ma.
-Czas...boję się że mamy go za mało...-mamrotał przerażony Orlicz chodząc w kółko po pokoju.Niedługo potem do Michała zadzwonił telefon,Dzwonił porywacz:
-Posłuchaj mnie uważnie.Masz coś co należy do mnie.
-Gdzie jest Lucyna?
-A ja mam coś co należy do ciebie.Możemy to wymienić ale do tego potrzeba współpracy.Jeśli chcesz zobaczyć ją żywą to przyjedź sam pod stary magazyn na kwiatowej i Pamiętaj nigdy nie wiesz z kim pracujesz więc lepiej bądź sam.-powiedział Urbaniak i rozłączył się.
-to był on?-spytał z nadzieją Rysiek
-Nie...-mruknął po chwili zastanowienia Orlicz.-nadal nic nie mamy.-skłamał.
Potem szybko wyszedł.Rysiek już wiedział że coś jest nie tak lecz postanowił jechać na komendę.Michał błądził długo po Łodzi by mieć pewność że nikt za nim nie jedzie, w końcu myśląc że nikt go nie śledzi skręcił na kwiatową.

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 12:"Oni są razem"

Michał od razu wiedział co stało się z listem.Urbaniak go przejął!Teraz miał już pewność że Jacek to nieczysty gość ale jedynym dowodem na jego winę był list,który zaginął.Orlicz wiedział że nie może się poddać.Bez namysłu wsiadł do auta i wraz z Alexem pojechał pod dom Urbaniaka.Obserwował go z ukrycia a kiedy Jacek zamknął drzwi i wyszedł do pracy zdecydował się na działanie na granicy prawa.Szybkim krokiem wszedł na posesję i dotarł pod drzwi.Wyjął z kieszeni mały scyzoryk i otworzył drzwi.Wszedł do domu Alex podążał tuż za nim.W mgnieniu oka komisarz rozpoczął ostrożne przeszukanie mieszkania.Niestety nic tam nie było.Jedyne co zadziwiało Orlicza to bardzo mała ilość rzeczy w tym mieszkaniu.Było ono prawie puste.Tak jakby Urbaniak wcale tam nie mieszkał a całe mieszkanie było jedynie przykrywką.Michał nie znalazłszy żadnego dowodu wyszedł od Urbaniaka.Postanowił wrócić na komendę.Nie miał już dokładnego planu działania,nie wiedział jak ale wiedział że musi odkryć kim jest Jacek.Na komendzie był już Rysiek.Michał wszedł i bez słowa usiadł przy swoim biurku:
-Coś się stało?-spytał lekko zdziwiony zachowaniem przyjaciela Rysiek.
-Nic..ciężki dzień.
-jasne..Od kiedy Jacek tu pracuje masz same ciężkie dni.-zauważył Rysiek.
-Bo może to właśnie o niego chodzi.-westchnął Orlicz.
-Właściwie nie wiem czemu jesteś do niego tak uprzedzony.powiedział Rysiek wstając od swojego biurka.-A może właściwie wiem.-dodał po chwili podchodząc do biurka Michała.Orlicz spojrzał  na niego z zaciekawieniem.-chodzi o Lucy.-uśmiechnął się Rysiek.Michał kiwnął głową z niedowierzaniem.-tak,tak po prostu zazdrosny jesteś o to że ona i Jacek...-dedukował Puchała.
-Że co ona i Jacek?-spytał zdezorientowany Michał.
-No jak to to ty nie wiesz że oni są razem?
Michał spojrzał na Ryśka jak na wroga,to był dla niego wielki cios.Wiedział że Lucyna i Jacek są przyjaciółmi ale związek?Nie to nie mieściło mu się w głowie.Postanowił wyjść.Musiał ochłonąć,przewietrzyć głowę.Był jeszcze bardziej zdeterminowany by odkryć kim jest Jacek.Przecież obiecał Lucynie że już nikt jej nie skrzywdzi.Wiedział już co musi zrobić.Wziął dzień wolny i pojechał do Wrocławia.Po paru godzinach był na miejscu.Właściwie to dawno nie odwiedzał tego miasta ale i tym razem nie przyjechał na zwiedzanie.Skierował się prosto na stary komisariat.Tu bardzo szybko odnalazł swojego znajomego Ernesta:
-Michał?Co ty tu robisz?-powiedział wesoło Ernest wstając od biurka i podając rękę Orliczowi.
-Mam trudną sprawę i potrzebuję waszej pomocy.
-Tak,słyszałem że rozmawiałeś z Karolem.
-i co jeszcze wiesz?-spytał badawczo Orlicz siadając na krześle obok biurka.
-Wiem że Karol ma przez ciebie niezłe kłopoty.Z resztą teraz nikt nie wie gdzie jest ukrywa się.-Orlicz zdziwił się i spuścił oczy.Po chwili wstał.:
-masz rację to gruba sprawa ale angażuję w nią zbyt dużo osób.Nie będę was narażać.
-teraz to i moja sprawa od kiedy moi znajomi są zagrożeni.-powiedział stanowczo Ernest a Michał odwrócił się.
-Karol przekazał mi pewną wiadomość ale...nikt o tym nie wie.Ten Jacek naprawdę nazywa się Waldemar Sikorski i ma na swoim koncie kilka zabójstw.Oczywiście nic nie udowodnione.Jako młody chłopak był dilerem później płatnym zabójcą.-Michał słuchał tej historii z niedowierzaniem.Ernest podał mu dokumenty,które potwierdzały jego słowa.
-On pracował 4 lata temu na naszej komendzie w Łodzi i potem zniknął.Wszyscy myśleli że zginął a on niby to cudem uszedł z życiem.
-4 lata temu?Jakieś 5 lat temu zginął w wypadku jako Waldemar Sikorski.
-Sukinsyn!Tylko po co przyjął się do policji i czego szuka na naszej komendzie?
-myślę że odpowie ci na to pytanie Karol.
-przecież mówiłeś że nie wiesz gdzie jest.
-Musisz być bardzo ostrożny on ukrywa się tam gdzie rozwiązaliśmy naszą ostatnią sprawę.
-dzięki za wszystko.-powiedział Orlicz i pożegnał się z Ernestem.
Gdy wyszedł z komendy od razu zauważył że "ma ogon".Jednak kto jak nie Orlicz miał znać wszystkie zakamarki Wrocławia.Po piętnastu minutach zgubił nieproszone towarzystwo i pojechał do Karola.Po krótkiej ale dokładnej rewizji został wpuszczony przez ochroniarzy:
-Cześć.-powiedział z ulgą Karol.-nawet nie wiesz jak się cieszę że cię widzę.Musisz załatwić tego sukinsyna albo on wykończy nas.-dodał szybko.
-wiem ale do tego potrzebuję kilka informacji.Chodzi o zlecenia jakie miał,kiedy,na kogo.-Karol wyszedł do drugiego pokoju gdzie miał zamknięty sejf,otworzył go i wyjął teczkę z papierami.
-Tu jest wszystko,wszystko czego tylko potrzebujesz.-Michał otworzył teczkę.Zlecenia kończyły się wraz z datą rzekomej "Śmierci" Sikorskiego.Jednak gdy spojrzał na ostatnie zlecenie aż usiadł na krześle na zleceniu widniały dwa nazwiska:"Markowski" i "Szmidt"!

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 11:Koń trojański.

Przez mgłę zobaczył klęczącą obok niego postać.Dopiero po chwili zorientował się że to Lucyna:
-Michał.Na reszcie się ocknąłeś.-powiedziała Lucyna oddychając z ulgą.
-Co...ty tu...robisz?-powiedział słabym głosem Orlicz wciąż przecierając oczy.
-przyjechałam za tobą na...szczęście!
-co się stało?
-nie mam pojęcia i może ty mi wytłumaczysz co robiłeś na tej ulicy?
-nie ważne.Jak mnie znalazłaś?-spytał
-właściwie to nie ja tylko Alex.-stwierdziła lekko wskazując palcem na chodzącego dookoła psa.Michał lekko skrzywił się z bólu.
-Może powinien cię zobaczyć lekarz?-powiedziała spoglądając z niepokojem na przyjaciela.
-nie,nie po prostu już stąd idźmy ok?
Michał wrócił do domu.Rano udał się na komisariat wraz z Alexem.O wydarzeniach poprzedniej nocy nie chciał rozmawiać.Wciąż zastanawiało go jednak co się stało z "Fredem".Michał wszedł i powiesił kurtkę na wieszak.Rysiek i Lucyna już siedzieli w pracy.:
-Michał?Wyglądasz jak siedem nieszczęść.-stwierdził Rysiu
-dzięki..-powiedział lekko się uśmiechając.
-wszystko dobrze?
-Miałem mały wypadek-stwierdził spoglądając na Lucy- ale jest dobrze.-powiedział i usiadł przy biurku.Po chwili do biura wszedł Jacek.Był uśmiechnięty i zadowolony z siebie.Michał wiedział z czego wynika ta radość.Patrząc na Jacka czuł co raz większy przypływ gniewu.Próbował się powstrzymywać.
-Cześć wszystkim.-Zawołał.-Michał,coś ci się stało?Źle wyglądasz.-dodał podchodząc bliżej biurka Orlicza.
-Proszę cię,nie udawaj!-wybuchnął Komisarz.
-Nie rozumiem o co ci chodzi?-powiedział z miną niewiniątka Urbaniak.
-Z kim współpracujesz?.- wprost zapytał Orlicz.
-Próbujesz mnie o coś oskarżyć?-powiedział Urbaniak opierając się na biurku Michała..
-A jest o co?-Ciągnął Komisarz wstając z miejsca.
-Przestańcie!-Krzyknęła Lucyna-Michał co ty wyprawiasz?Mam dość tych kłótni.Zachowujecie się jak dzieci!Co to jest jakaś chora rywalizacja?!Albo zaczniecie ze sobą gadać normalnie albo...a z resztą!Rysiu chodź jedziemy przesłuchać świadków.Alex chodź z nami bo cię jeszcze pogryzą.-dodała Lucyna i w mgnieniu oka wraz z Rysiem i Alexem wyszła z biura.Orlicz wiedział że niczego nie osiągnie bezpodstawnymi oskarżeniami.Postanowił zmienić taktykę.Jako pierwszy jednak przyjazny gest wykonał Urbaniak:
-Dobra może napijmy się kawy i zabierzemy do pracy?
-Niech będzie.-powiedział dość obojętnie.Po chwili do biura wszedł listonosz z poleconym do Orlicza.Jacek obserwował go z drugiego pokoju.Odebrał sms-a:"Bądź ostrożny.Dane wyciekły."Urbaniak automatycznie powiązał fakty.Wiedział już że nie może dopuścić do przeczytania listu przez Orlicza.Poczuł że zaczyna się denerwować.Szybko wyciągnął z kieszeni małą fiolkę i dodał jej zawartość do jednego z kubków.Chwilę później był już w pokoju:
-kawa!-powiedział kładąc kubek na biurku Michała,który odłożył list na biurko i sięgnął po kubek z kawą.Później poszedł po nożyczki do biurka Lucyny.Nie zdążył jednak otworzyć listu gdyż poczuł nagle uderzenie gorąca,zakręciło mu się w głowie na tyle mocno że usiadł na fotelu.:
-Michał co się dzieje?-udawał zainteresowanego Jacek.
-Zakręciło mi się w głowie i...-powiedział przecierając oczy.
-To pewnie przez ten wypadek.Powinieneś jechać do domu.-zaproponował szybko i zaczął podawać Michałowi kurtkę i czapkę.
-Tak...racja..-stwierdził ledwie widzący na oczy Michał.Plany Jacka zniweczył jednak powrót Lucyny:
-Przyjechałam po...-powiedziała wchodząc jednak urwała widząc przyjaciela w złym stanie.-Michał co ci jest?Powiedziała podchodząc do na wpół przytomnego Orlicza.
-Michał źle się czuje.Radziłem mu żeby pojechał do domu.
-Nie on nie może w takim stanie jechać sam..Wezwę karetkę.-stwierdziła biorąc do ręki telefon.
-Nie...daj spokój..-wzbraniał się Michał.
-To nie będzie konieczne.-wtrącił szybko Urbaniak.Jedź do domu i wypocznij po takich urazach to się zdarza.-Jednak Orlicz już nie słyszał tego co do niego mówią gdyż zasnął.Lucyna wróciła do Ryśka a Jacek żeby nie wzbudzać podejrzeń kolegów wyszedł wraz z nią.Gdy Orlicz obudził się w końcu nadal nie czuł się dobrze.Gdy jednak ocknął się z pierwszego,głębokiego snu zauważył że list,który wcześniej otrzymał...zniknął!