Lucyna omal nie upadła.Rysiek podtrzymał ją i pomógł usiąść na krześle obok.Sam był w równie wielkim szoku na szczęście po chwili znów odezwał się lekarz:
-Po niedługim czasie udało nam się jednak przywrócić funkcje życiowe.Jego stan jest nadal bardzo ciężki.
-Ale żyje!-odetchnęła z ulgą Lucy i aż podniosła się z krzesła.
-jest w śpiączce i ja naprawdę nie mogę państwu niczego zagwarantować.Miejmy nadzieję że będzie żył...-powiedział doktor na odchodne.Rysiek usiadł obok Lucyny.Oparł ciężką głowę o zimną,twardą ścianę.Po chwili spojrzał na Lucynę.Po jej delikatnym policzku spływała mała łza,tuż za nią goniła ją kolejna:
-Lucynko...-odezwał się unosząc głowę.Otarł ręką łzy z jej twarzy.-Nie płacz.On żyje wciąż walczy i wyjdzie z tego zobaczysz.-pocieszał ją przyjaciel.
-Wiem tylko...-zaczęła nieskładnie.-Gdy lekarz wyszedł ja...myślałam że on...że Michał...-urwała bo teraz łzy zalały jej twarz.Rysiek przytulił ją mocno.:
-Ciii...nie bój się!Michał przeżyje,musi.-mówił pełnym ufności głosem.Alex chodził i cicho skomlał.Jego psi instynkt doskonale wyczuwał co się dzieje.Bał się o swojego pana.Jego oczy przepełniał wielki smutek.Wkrótce Lucyna wróciła do swojej sali.Nadszedł wieczór.Rysiek wrócił do domu,musiał zająć się dziećmi,zabrał ze sobą Alexa.Lucyna,wyczerpana przygodami dnia,zasnęła.Jej sen nie był jednak spokojny.W środku nocy obudziła się zalana potem.Omal nie zaczęła krzyczeć.Przez całą noc prześladował ją jeden sen,który przedstawiał śmierć Michała!W końcu jednak nadszedł ranek.Wstała z łóżka szybko i udała się pod salę gdzie przebywał Michał.Zatrzymał ją lekarz:
-Proszę pani nie wolno pani tu wchodzić.Po za tym dlaczego pani nie leży w sali.-zaczął szybko.
-Nie ruszę się stąd dopóki go nie zobaczę.-odparła stanowczo.
-Nie może pani tam wejść.-protestował doktor.
-Muszę.-twierdziła uparcie.Spojrzała załzawionymi oczami na lekarza aż w końcu mężczyzna zmiękł.
-5 minut!-odrzekł i odszedł.
-dziękuję-krzyknęła za nim zmuszając się na lekki uśmiech.Po chwili otworzyła drzwi do sali.Michał leżał pośród dziesiątek kabli,podłączony do jakiejś aparatury.Był zupełnie bezbronny,bezwładny,nieprzytomny.Lucyna nigdy nie widziała go w takim stanie.Na jej smutnej twarzy pojawiła się nutka radości.W jej myślach wciąż krążyły bowiem słowa Ryśka:"On żyje i wciąż walczy..."
Podeszła do łóżka i usiadła na krześle obok:
-Wiem że to moja wina.Próbowałeś mi pomóc.Chronić mnie...a ja...ja ci nie wierzyłam.Przepraszam-wyszeptała smutno.-tak cholernie się o ciebie boję.Chciałam ci tylko powiedzieć...-jej monolog przerwała solidna dawka łez.Chwilę zajęło jej pozbieranie myśli na nowo:
-Nie opuszczaj mnie bo...bo cię kocham.-Powiedziała pewnym głosem.Chyba od dawna nie była niczego tak pewna jak teraz.Bała się że straci wielką miłość ale wiedziała już co czuje.Nie długo musiała wyjść z sali.
Po dwóch dniach Lucyna została wypisana ze szpitala a stan Michała lekko się poprawił więc kobieta znów ubłagała lekarza by mogła wejść do sali Michała.Kiedy podążała w tamtym kierunku natknęła się na niemiłą niespodziankę.Na jej drodze stanęła młoda,szczupła kobieta.Od razu zaatakowała Lucynę:
-Co ty sobie wyobrażasz?Po co tu przyszłaś?-krzyknęła wściekła.
-Ja nie będę z panią rozmawiać.Kim pani jest?-powiedziała zdezorientowana kobieta.
-Jestem siostrą Michała!
-słucham?-spytała zszokowana Lucyna.
-Wiem że Michał jest tu przez ciebie i wiem że jesteś źródłem jego wszystkich ostatnich kłopotów więc lepiej będzie dla ciebie jeśli już stąd pójdziesz!-krzyknęła kobieta.Zaskoczona Lucyna nic nie odpowiedziała i wyszła ze szpitala.Przed budynkiem wpadła na Ryśka:
-Lucy,byłaś u Michała?Co z nim?-zasypał ją natychmiast pytaniami.
-nie powinnam tu przychodzić.To wszystko moja wina!-powiedziała rozżalonym głosem i poszła w stronę parku.Rysiek zatrzymał ją.
-Poczekaj.To była jego decyzja.Ty nie jesteś winna.
-jestem!-odparła przez łzy.-To ja powinnam tam leżeć!On wiedział od początku,wiedział a ja mu nie uwierzyłam!Zakochana idiotka!-mówiła załamana.
-On nie będzie miał ci tego za złe,zobaczysz gdy się obudzi-powiedział spokojnym głosem.
-Tak bardzo bym chciała abyś miał racje.-powiedziała z nutką nadziei w głosie.
-Pojadę teraz do domu,wezmę prysznic i odpocznę,proszę zadzwoń do mnie jeśli cokolwiek się zmieni.-powiedziała do Ryśka.On przytulił ją raz jeszcze obiecał że zadzwoni w razie potrzeby i poszedł do szpitala.Wówczas oboje jeszcze nie wiedzieli że już niedługo stan Michała ulegnie diametralnej zmianie...
Uwielbiam Twoje opowiadania. Są pełne niespodziewanych zwrotów akcji, to co najbardziej lubię ;) Oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miły komentarz :D
UsuńWiadomo już kiedy mniej więcej będzie kolejna część? 😊
UsuńUff... Jednak żyje! Lucy go kocha! Oby byli razem :)
OdpowiedzUsuńFantastyczne. Twoje opowiadania są cudowne. Czekam na kolejną część. Super!
OdpowiedzUsuńSuper!ale ta siostra to wredna...
OdpowiedzUsuńAle mnie nastraszyłaś! Szok! Ale świetnie ci wyszło!
OdpowiedzUsuńZapraszam :) http://komisarzalexnajlepszy.blogspot.com/2016/04/q-zadaj-mi-pytanie.html Każde pytanie mile widziane ;)
OdpowiedzUsuń